Po mile spędzonym dniu w gronie
dwóch siatkarzy, czas było wracać do domu. W spokoju choć
to nie znaczy, że w ciszy, wracali do miejsca, w którym
zaczęła się wycieczka pod tytułem Rzym. Oboje byli zdziwieni tym,
że akurat wtedy kiedy oni tu byli zdarzył się kryzys nie
pozwalający na większe podróże. Ale chyba wyszło im to na
dobre - kiedyś można było powiedzieć, że niestety utknęli w
swoim towarzystwie, ale teraz działo się między nimi coraz lepiej.
Potwierdzone zostało to jeszcze tej nocy, gdy oboje cieszyli się,
że udało im się mieć wsparcie w tej drugiej osobie. Zwłaszcza,
że on zaprosił ją na nocny spacer, a ona ratowała go w ewidentnie
gorszym momencie jego życia.
-
Coś się stało? - zapytał, kiedy zobaczył jak ponownie odwraca
się za siebie.
- Nie, nie nic. - pokręciła głową, uśmiechając się do niego, po czym znów odwróciła się za siebie.
- Ktoś za nami idzie? Nie? - zaprzeczyła ponownie, żeby go uspokoić. - To dlaczego się tak odwracasz? Coś zobaczyłaś?
- Nic takiego. - wzruszyła ramionami. - Po prostu tam jest coś fajnego, ale mało ważne, bo...
- Coś fajnego? To zawracamy. Gdzie to było? - zaraz podchwycił temat.
- No nie, ale mieliśmy wracać... Z Twoim zdrowiem i...
- Śpieszy Ci się gdzieś? - zabrzmiał groźnie.
- No nie, ale wolałabym Cię odstawić do domu...
- Przestań. Jesteśmy jeszcze w Rzymie, jeśli czegoś potrzebujesz, to mówisz. Więc? - skwitował szybko. - Mów o co chodzi.
- Widziałam propozycje pewnego projektu... Ale to zajmie sporo czasu. - próbowała się wytłumaczyć, ale on zdecydowanie tego nie potrzebował.
- Chociaż zajrzymy, tak? - pokiwała głową z uśmiechem i poprowadziła go do miejsca, które chwilę temu jeszcze mijali .
Jak się okazało, to było dla niej ważne. Nie mówiła mu tego, ale przecież to było jedno z jej marzeń spisanych na kartce, która przecież wciąż jej towarzyszyła. Wydawało się jej to dziwne – gdy tylko tutaj przybyli coś zaczynało się dziać. Zazwyczaj takim sprawom nie poświęcała zbytniej uwagi, jednak te ostatnie chwile ostro dawały jej do myślenia. Poznawali się nawzajem – w porządku, to przecież jest normalne. Ale to, że ma możliwość spełnić marzenie z kartki? Nie myślała nawet, że kiedykolwiek będzie miała taką okazje, a ona akurat pojawia się w miejscu, gdzie są oboje. Czyż to nie dziwne?
- Słucham? - usłyszała obok siebie głos Matteo. - Mówiłaś coś? - pokręciła głową gwałtownie. - A bo miałem wrażenie, że jednak coś. To nie przeszkadzam.
No tak, widocznie mówiła coś pod nosem. Jednak złego się nie zdarzyło, bo widocznie chłopak nie usłyszał, a przecież zareagowałby na jej słowa, a nie tylko uśmiechałby się do niej. Westchnęła i z powrotem zabrała się do pracy, bo w końcu oboje projektowali sukienkę dla niej. Tak, Matteo również wziął w tym udział i siedział, rysując coś zawzięcie. Nigdy nie pomyślałaby, że mężczyzna może zaangażować się w takie coś, że może potraktować to poważnie i nawet dobrze się przy tym bawić. Zastanawiała się gdzie uchował się taki mężczyzna jak Matteo, który właśnie potknął jej pod nos swoją propozycję.
- Hmm...
- Co myślisz? - zapytał, a ona usłyszała w jego głosie dużą niepewność. - Mam nadzieję, że to w Twoim stylu, to znaczy nie, że akurat tak Cię widzę, ale może spodoba Ci się to i... Ale chyba przesadziłem, bo nic nie mówisz. Dobra, myślałem, że trafię, to co, do wyrzucenia? No albo chociaż powiesz mi co mam zmienić. Bo miałem Cię zaskoczyć, tak? - wciąż mówił i mówił, a ona trzymała kartkę i wprost nie wierzyła swoim oczom. Naprawdę podobało jej się to, co widziała. W tym momencie mogła się przekonać, że ma gust. Oczywiście ta informacja dochodziła do kolejnych, które odkryła w tymże Wiecznym Mieście.
- Naprawdę mi się podoba. - szepnęła wciąż przyglądając się sukience. To ewidentnie był jego ulubiony kolor, bo oczywiście żółta. Nie miał problemu z dekoltem, dlatego nie pominął go. Marszczący materiał na piersiach, oraz pas w talii. I od tego miejsca puszczony w dół materiał sięgający do ziemi. Nie wiedziała skąd on miał pomysł na taką kreację, ale zdecydowanie chciała, żeby została ona przekazana do zrealizowania. - Piękna Matteo, piękna. - Widząc jego uśmiech, sama nie mogła się nie uśmiechać. Nie powiedziała mu tego, ale przy jego projekcie, jej własna sukienka była jakaś taka nijaka.
- Zapomniałam kluczy. - plasnęła się dłonią w czoło. - No jak ja to zrobiłam to nie wiem. Przecież brałam, zawsze zabieram.
- A pamiętasz gdzie je ostatnio zostawiłaś?
- W kuchni? Albo w przedpokoju jak ubierałam buty. No nie wiem nawet. Na pewno gdzieś tam. - westchnęła. - No i będę musiała obudzić Sarę i Alessandro. Dobra lokatorka jestem, nie ma co. - prychnęła.
- A co Ty na to, jeżeli... - zaczął niepewnie, a ona mu się przyjrzała. - Przygarnąłbym Cię? To znaczy, jeżeli masz ochotę. Możemy gdzieś wyjść, wrócimy, no i położymy się spać. Mogę też zrobić kolację i obejrzymy jakiś film? Po co ich budzić?
- Czy Ty naprawdę chcesz mnie tak szybko zaciągnąć do tego łóżka? - zapytała poważnie, zaplatając ręce na piersi, a on już miał zamiar się tłumaczyć. - Żartowałam, no co Ty!
- Na pewno? Po prostu, tak rzuciłem propozycję i...
- Mówię tak. - uśmiechnęła się. - Gotujesz, a ja zmywam. I oglądamy dwa filmy, jeden Twój, drugi mój. Mój najpierw! - postawiła jasno warunki, on grzecznie słuchał jak dziecko swojej matki. - No to prowadź do swojego królestwa!
- Jakby Cię tam jeszcze nie było. - roześmiał się, a ona westchnęła. - No tak, ale będziesz tam teraz po raz pierwszy! Zapraszam, zapraszam. I z góry przepraszam Cię za bałagan.
Wiedziała, że tak tylko się mówi, a najczęściej wtedy kiedy w mieszkaniu jest tylko lekki nieporządek wynikający z pośpiechu. I faktycznie, tak też się okazało. W przedpokoju znajdowało się kilka par butów, a na garderobie wisiało wiele koszulek. To ją nie raziło, przecież wiadomo, że po to wymyślono przedpokój.
- To może zaczynamy herbatą? - zagaił, kiedy rozebrali się z odzieży wierzchniej. - Pogadamy, a ja zacznę przygotowywać kolację? - pokiwała głową. - No to zapraszam dalej. Zaraz też znalazła się w jego prostej, ale sympatycznej kuchni. - Jaka herbata? Malinowa? Zielona? Owoce leśne?
- Zdaje się na Twój gust. - puściła oczko, a ten chwilę się zastanowił i przygotował im ten sam smak. - Dziękuję. To co jemy na kolację? Również mam Ci zaufać?
- Chyba nie masz innego wyjścia. - roześmiał się, puszczając głośniej radio wygrywające światowe hity i trzęsąc biodrami, co doprowadziło do śmiechu Vittorię, omal nie wylewając na siebie herbaty.
- A jutro jak będę na zabiegu no to... - zaczął mówić, a ona podniosła się niemal z pozycji leżącej i spojrzała na niego badawczo. - Co tak na mnie patrzysz?
- Jaki zabieg? Jutro? Na tą nogę? Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś? - ona pytała, a ten tylko kiwał głową. Rozpoczynający się film przestał być na chwilę ważny.
- Przecież to nie jest ważne. Zabieg jak zabieg. Muszę jechać i go przejść i...
- I wcale się nie boisz? - zagięła go, zobaczyła to. Spojrzał na nią i wzruszył ramionami. - Ostatnio mi mówiłeś...
- Wiem co mówiłem. - uniósł się nieco. - Boję się, cholernie się boję. Niby wszystko na ten temat wiem, ale to i tak. Ale jutro będzie już po wszystkim, a dziś wieczór mam Ciebie, więc staram się o tym nie myśleć.
- Opowiedz mi o tym. - poprosiła, jakby omijając słowa „mam Ciebie”. - W hotelu cholernie się wystraszyłam, na szczęście to przeszło, ale gdyby się nie poprawiło to nie wiem.... Dlatego proszę. Wiem, jutro będzie po wszystkim, ale chciałabym wiedzieć. Mógłbyś?
- Ale film leci.
- Zastopujmy. Opowiedz mi. - usiadła wygodniej i spojrzała na niego z uwagą. - Zacznij od początku. Jak to się zaczęło? Czy to znaczy, że byłbyś teraz normalnie w kadrze A i nie poprawilibyśmy swoich stosunków?
- Myślę, że tak właśnie by było. - pokiwał głową patrząc na swoje dłonie. - Powołanie dostałem, więc... - i zaczął swoją opowieść, otwierając się przed nią coraz bardziej.
Poczuła jak ktoś odgarnął włosy z jej oczu, a przede wszystkim z czoła. Gwałtownie otworzyła oczy, widząc zaraz nad sobą Matteo. Kiedy spostrzegł, że Vittoria już nie śpi, cofnął się szybko, z niemałym przerażeniem wymalowanym na twarzy.
- Co robisz?
- Co ja robię? Ty co robisz, wystraszyłaś mnie tak gwałtownie otwierając oczy. - mruknął. - Zawsze tak robisz?
- Zawsze, gdy tylko chce kogoś złapać na gorącym uczynku. - parsknęła, dźwigając się do pozycji siedzącej. - A tak poważnie, to zawsze kiedy jestem już wyspana. A Ty już na nogach? Tak szybko?
- No tak, przecież jadę na zabieg. - mruknął cicho. - I...
- Zaspałam! - zawołała. - Przepraszam, że zabieram Ci czas. Już się zbieramy i jedziemy! Ile mam czasu? Zresztą nie ważne, ja tylko do łazienki i możemy jechać. Daj mi chwilę! No co tak patrzysz?
- Jedziemy? - powtórzył. - To znaczy...?
- No jedziemy, a co nie? To znaczy nie chcesz mnie? Po prostu po wieczorze pomyślałam, że...
- Chcę, chcę. To znaczy jeśli masz tylko ochotę, tylko, że jest jedna sprawa, ale to jak...
- Jaka? Jedziesz z kimś? - pokiwał głową. - Może jednak z dziewczyną?
- Z przyjacielem. Jeśli to nie problem to zapraszam, poznacie się i... No chyba, że?
- Chyba nauczyłeś mnie, że nie warto się bać. - gdy mówiła te słowa patrzyła prosto w jego oczy. - Piszę się na to, jeśli przyjaciel ma miejsce w samochodzie.
- W takim razie daję Ci pół godziny. Chciałem być wcześniej ale i tak mamy sporo czasu. Dasz radę? I zajrzyj po drodze do kuchni.
- Wystarczy mi piętnaście. - stwierdziła i spokojnie szła w kierunku, który jej nakazał. - Kanapki? No chyba żartujesz, że dla mnie. Najpierw kolacja, teraz śniadanie. Jeszcze nam obiad został.
- Myślę, że innym razem. - usłyszała jego śmiech, kiedy niedbale opierał się o kuchenną framugę. - Wszystko przed nami.
- Wszystko przed nami. - powtórzyła, czując się jakby to było jakieś magiczne zaklęcie, ale znane tylko i wyłącznie im.
Oparła czoło o szybę samochodu. W tle coraz bardziej zlewały się jej głosy chłopaków. Już nawet nie słyszała czy któryś z nich coś do niej mówi. Chłonęła widoki zza oknem, mimo że wcale nie jechali tak powoli. Nie żałowała, że znajdowała się w tym właśnie samochodzie. Owszem, może to wyglądało na wproszenie się na wycieczkę, ale sądząc po reakcji Matteo, on wcale tak nie uważał. Uśmiechnęła się do siebie na myśl o wczorajszym wieczorze i dzisiejszej pobudce. Było naprawdę miło, zwłaszcza, że z każdą kolejną chwilą oboje otwierali się na tą drugą osobę. Słowa o przyjaźni jednak nie były rzucone na wiatr. Cieszyła się, że tutaj wróciła, by wszystko przeżyć jeszcze raz. Tylko, że teraz było całkiem inaczej niż jeszcze kilka lat temu.
- Vittoria... - usłyszała chyba jakiś szept, ale nie potrafiła nic odpowiedzieć, co by okazało się, że słyszy, że ktoś coś do niej mówi. - Vitt... Vi... - wciąż nie mogła nic z tym zrobić. Dopóki nie usłyszała słów Julii „mamo...”
- Tak? - zerwała się nagle, a Matteo siedzący z przodu zerknął na nią przez ramię. - Zamyśliłam się.
- Mówiłem tylko, że właściwie już dojeżdżamy i czy wracasz z moim przyjacielem czy zostajesz ze mną, czy idziesz na spacer po okolicy albo też....
- Zostaję z Tobą. - odpowiedziała szybko, dopiero za chwilę zrozumiawszy jak wyszła cała ta sytuacja. - Oczywiście jeśli to nie problem, bo może się przydam gdy będę mogła Ci coś pomóc i....
- To będzie dobre rozwiązanie. - usłyszała kierowcę, który po prostu uśmiechał się do niej w lusterku. - Będę miał czyste sumienie. Chyba, że mam po Ciebie wrócić?
- Mnie? Ależ ja sobie poradzę. Pozwiedzam i w ogóle... - odpowiedziała zdziwiona jego zrozumieniem i charakterem. Owszem poznała go jakąś chwilę temu, ale chyba nadal była pod wrażeniem. - Ale dziękuję.
- Nie ma sprawy. W razie czego wydobądź od niego numer i po prostu zadzwoń. - puścił do niej oczko, kiedy siatkarz już się na niego złościł. - Byś mi podziękował za podwózkę, a nie!
- Dziękuję Ci za podwózkę, przyjacielu! I tak mi to wisiałeś. - Piano roześmiał się, kiedy chłopak poklepywał go po plecach. - Odezwę się po zabiegu. Trzymaj kciuki!
- Będę czekał na odzew, a jak nie... To sam zadzwonię i zrobię Ci burę! Także Vittorio, przypilnuj go! No i oczywiście bardzo miło było mi Cię poznać. - uśmiechnął się do niej, a tamta odwzajemniła uśmiech. - Aż dziw, że ten oto osobnik ma takie koleżanki.
- A co zazdrościsz? Przecież wiadomo, że to ja jestem lepszy niż Ty. Nic dziwnego. - parsknął śmiechem i zaraz uciekł z samochodu, otwierając drzwi dziewczynie. - Proszę bardzo. Ratuję Cię, żeby kolega mi Cię nie sprzątnął.
I takim właśnie akcentem pożegnali się z chłopakiem, zabierając torbę Matteo i ramię w ramię kierując się w stronę szpitala. Oczywiście, pożegnani zostali klaksonem i w momencie równocześnie odwrócili się by odmachać. A potem spojrzeli na siebie i jakby upewniając się, że z obojgiem wszystko w porządku, ruszyli przed siebie.
***
Przepraszam za taką długą przerwę, zwłaszcza, że ten rozdział nie do końca mi się podoba. Powoli wracam do pisania, a to dlatego, że skończyły mi się już zapasy. Poza tym trochę ciężko mi z czasem, bo tydzień za tygodniem lecą i nie za bardzo wiadomo co, jak i kiedy. Przepraszam, ale i dziękuję za to, że czekałyście! Następna część powinna pojawić się do Sylwestra, chociaż nie obiecuję.
A że za kilkadziesiąt godzin już święta to chciałabym złożyć Wam życzonka. Spokojnych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. Odpocznijcie od nawału obowiązków i nabierzcie energię ;) I uważajcie na karpie (jeśli jecie) hihi. Trzymajcie się mocno! :*
- Nie, nie nic. - pokręciła głową, uśmiechając się do niego, po czym znów odwróciła się za siebie.
- Ktoś za nami idzie? Nie? - zaprzeczyła ponownie, żeby go uspokoić. - To dlaczego się tak odwracasz? Coś zobaczyłaś?
- Nic takiego. - wzruszyła ramionami. - Po prostu tam jest coś fajnego, ale mało ważne, bo...
- Coś fajnego? To zawracamy. Gdzie to było? - zaraz podchwycił temat.
- No nie, ale mieliśmy wracać... Z Twoim zdrowiem i...
- Śpieszy Ci się gdzieś? - zabrzmiał groźnie.
- No nie, ale wolałabym Cię odstawić do domu...
- Przestań. Jesteśmy jeszcze w Rzymie, jeśli czegoś potrzebujesz, to mówisz. Więc? - skwitował szybko. - Mów o co chodzi.
- Widziałam propozycje pewnego projektu... Ale to zajmie sporo czasu. - próbowała się wytłumaczyć, ale on zdecydowanie tego nie potrzebował.
- Chociaż zajrzymy, tak? - pokiwała głową z uśmiechem i poprowadziła go do miejsca, które chwilę temu jeszcze mijali .
Jak się okazało, to było dla niej ważne. Nie mówiła mu tego, ale przecież to było jedno z jej marzeń spisanych na kartce, która przecież wciąż jej towarzyszyła. Wydawało się jej to dziwne – gdy tylko tutaj przybyli coś zaczynało się dziać. Zazwyczaj takim sprawom nie poświęcała zbytniej uwagi, jednak te ostatnie chwile ostro dawały jej do myślenia. Poznawali się nawzajem – w porządku, to przecież jest normalne. Ale to, że ma możliwość spełnić marzenie z kartki? Nie myślała nawet, że kiedykolwiek będzie miała taką okazje, a ona akurat pojawia się w miejscu, gdzie są oboje. Czyż to nie dziwne?
- Słucham? - usłyszała obok siebie głos Matteo. - Mówiłaś coś? - pokręciła głową gwałtownie. - A bo miałem wrażenie, że jednak coś. To nie przeszkadzam.
No tak, widocznie mówiła coś pod nosem. Jednak złego się nie zdarzyło, bo widocznie chłopak nie usłyszał, a przecież zareagowałby na jej słowa, a nie tylko uśmiechałby się do niej. Westchnęła i z powrotem zabrała się do pracy, bo w końcu oboje projektowali sukienkę dla niej. Tak, Matteo również wziął w tym udział i siedział, rysując coś zawzięcie. Nigdy nie pomyślałaby, że mężczyzna może zaangażować się w takie coś, że może potraktować to poważnie i nawet dobrze się przy tym bawić. Zastanawiała się gdzie uchował się taki mężczyzna jak Matteo, który właśnie potknął jej pod nos swoją propozycję.
- Hmm...
- Co myślisz? - zapytał, a ona usłyszała w jego głosie dużą niepewność. - Mam nadzieję, że to w Twoim stylu, to znaczy nie, że akurat tak Cię widzę, ale może spodoba Ci się to i... Ale chyba przesadziłem, bo nic nie mówisz. Dobra, myślałem, że trafię, to co, do wyrzucenia? No albo chociaż powiesz mi co mam zmienić. Bo miałem Cię zaskoczyć, tak? - wciąż mówił i mówił, a ona trzymała kartkę i wprost nie wierzyła swoim oczom. Naprawdę podobało jej się to, co widziała. W tym momencie mogła się przekonać, że ma gust. Oczywiście ta informacja dochodziła do kolejnych, które odkryła w tymże Wiecznym Mieście.
- Naprawdę mi się podoba. - szepnęła wciąż przyglądając się sukience. To ewidentnie był jego ulubiony kolor, bo oczywiście żółta. Nie miał problemu z dekoltem, dlatego nie pominął go. Marszczący materiał na piersiach, oraz pas w talii. I od tego miejsca puszczony w dół materiał sięgający do ziemi. Nie wiedziała skąd on miał pomysł na taką kreację, ale zdecydowanie chciała, żeby została ona przekazana do zrealizowania. - Piękna Matteo, piękna. - Widząc jego uśmiech, sama nie mogła się nie uśmiechać. Nie powiedziała mu tego, ale przy jego projekcie, jej własna sukienka była jakaś taka nijaka.
- Zapomniałam kluczy. - plasnęła się dłonią w czoło. - No jak ja to zrobiłam to nie wiem. Przecież brałam, zawsze zabieram.
- A pamiętasz gdzie je ostatnio zostawiłaś?
- W kuchni? Albo w przedpokoju jak ubierałam buty. No nie wiem nawet. Na pewno gdzieś tam. - westchnęła. - No i będę musiała obudzić Sarę i Alessandro. Dobra lokatorka jestem, nie ma co. - prychnęła.
- A co Ty na to, jeżeli... - zaczął niepewnie, a ona mu się przyjrzała. - Przygarnąłbym Cię? To znaczy, jeżeli masz ochotę. Możemy gdzieś wyjść, wrócimy, no i położymy się spać. Mogę też zrobić kolację i obejrzymy jakiś film? Po co ich budzić?
- Czy Ty naprawdę chcesz mnie tak szybko zaciągnąć do tego łóżka? - zapytała poważnie, zaplatając ręce na piersi, a on już miał zamiar się tłumaczyć. - Żartowałam, no co Ty!
- Na pewno? Po prostu, tak rzuciłem propozycję i...
- Mówię tak. - uśmiechnęła się. - Gotujesz, a ja zmywam. I oglądamy dwa filmy, jeden Twój, drugi mój. Mój najpierw! - postawiła jasno warunki, on grzecznie słuchał jak dziecko swojej matki. - No to prowadź do swojego królestwa!
- Jakby Cię tam jeszcze nie było. - roześmiał się, a ona westchnęła. - No tak, ale będziesz tam teraz po raz pierwszy! Zapraszam, zapraszam. I z góry przepraszam Cię za bałagan.
Wiedziała, że tak tylko się mówi, a najczęściej wtedy kiedy w mieszkaniu jest tylko lekki nieporządek wynikający z pośpiechu. I faktycznie, tak też się okazało. W przedpokoju znajdowało się kilka par butów, a na garderobie wisiało wiele koszulek. To ją nie raziło, przecież wiadomo, że po to wymyślono przedpokój.
- To może zaczynamy herbatą? - zagaił, kiedy rozebrali się z odzieży wierzchniej. - Pogadamy, a ja zacznę przygotowywać kolację? - pokiwała głową. - No to zapraszam dalej. Zaraz też znalazła się w jego prostej, ale sympatycznej kuchni. - Jaka herbata? Malinowa? Zielona? Owoce leśne?
- Zdaje się na Twój gust. - puściła oczko, a ten chwilę się zastanowił i przygotował im ten sam smak. - Dziękuję. To co jemy na kolację? Również mam Ci zaufać?
- Chyba nie masz innego wyjścia. - roześmiał się, puszczając głośniej radio wygrywające światowe hity i trzęsąc biodrami, co doprowadziło do śmiechu Vittorię, omal nie wylewając na siebie herbaty.
- A jutro jak będę na zabiegu no to... - zaczął mówić, a ona podniosła się niemal z pozycji leżącej i spojrzała na niego badawczo. - Co tak na mnie patrzysz?
- Jaki zabieg? Jutro? Na tą nogę? Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś? - ona pytała, a ten tylko kiwał głową. Rozpoczynający się film przestał być na chwilę ważny.
- Przecież to nie jest ważne. Zabieg jak zabieg. Muszę jechać i go przejść i...
- I wcale się nie boisz? - zagięła go, zobaczyła to. Spojrzał na nią i wzruszył ramionami. - Ostatnio mi mówiłeś...
- Wiem co mówiłem. - uniósł się nieco. - Boję się, cholernie się boję. Niby wszystko na ten temat wiem, ale to i tak. Ale jutro będzie już po wszystkim, a dziś wieczór mam Ciebie, więc staram się o tym nie myśleć.
- Opowiedz mi o tym. - poprosiła, jakby omijając słowa „mam Ciebie”. - W hotelu cholernie się wystraszyłam, na szczęście to przeszło, ale gdyby się nie poprawiło to nie wiem.... Dlatego proszę. Wiem, jutro będzie po wszystkim, ale chciałabym wiedzieć. Mógłbyś?
- Ale film leci.
- Zastopujmy. Opowiedz mi. - usiadła wygodniej i spojrzała na niego z uwagą. - Zacznij od początku. Jak to się zaczęło? Czy to znaczy, że byłbyś teraz normalnie w kadrze A i nie poprawilibyśmy swoich stosunków?
- Myślę, że tak właśnie by było. - pokiwał głową patrząc na swoje dłonie. - Powołanie dostałem, więc... - i zaczął swoją opowieść, otwierając się przed nią coraz bardziej.
Poczuła jak ktoś odgarnął włosy z jej oczu, a przede wszystkim z czoła. Gwałtownie otworzyła oczy, widząc zaraz nad sobą Matteo. Kiedy spostrzegł, że Vittoria już nie śpi, cofnął się szybko, z niemałym przerażeniem wymalowanym na twarzy.
- Co robisz?
- Co ja robię? Ty co robisz, wystraszyłaś mnie tak gwałtownie otwierając oczy. - mruknął. - Zawsze tak robisz?
- Zawsze, gdy tylko chce kogoś złapać na gorącym uczynku. - parsknęła, dźwigając się do pozycji siedzącej. - A tak poważnie, to zawsze kiedy jestem już wyspana. A Ty już na nogach? Tak szybko?
- No tak, przecież jadę na zabieg. - mruknął cicho. - I...
- Zaspałam! - zawołała. - Przepraszam, że zabieram Ci czas. Już się zbieramy i jedziemy! Ile mam czasu? Zresztą nie ważne, ja tylko do łazienki i możemy jechać. Daj mi chwilę! No co tak patrzysz?
- Jedziemy? - powtórzył. - To znaczy...?
- No jedziemy, a co nie? To znaczy nie chcesz mnie? Po prostu po wieczorze pomyślałam, że...
- Chcę, chcę. To znaczy jeśli masz tylko ochotę, tylko, że jest jedna sprawa, ale to jak...
- Jaka? Jedziesz z kimś? - pokiwał głową. - Może jednak z dziewczyną?
- Z przyjacielem. Jeśli to nie problem to zapraszam, poznacie się i... No chyba, że?
- Chyba nauczyłeś mnie, że nie warto się bać. - gdy mówiła te słowa patrzyła prosto w jego oczy. - Piszę się na to, jeśli przyjaciel ma miejsce w samochodzie.
- W takim razie daję Ci pół godziny. Chciałem być wcześniej ale i tak mamy sporo czasu. Dasz radę? I zajrzyj po drodze do kuchni.
- Wystarczy mi piętnaście. - stwierdziła i spokojnie szła w kierunku, który jej nakazał. - Kanapki? No chyba żartujesz, że dla mnie. Najpierw kolacja, teraz śniadanie. Jeszcze nam obiad został.
- Myślę, że innym razem. - usłyszała jego śmiech, kiedy niedbale opierał się o kuchenną framugę. - Wszystko przed nami.
- Wszystko przed nami. - powtórzyła, czując się jakby to było jakieś magiczne zaklęcie, ale znane tylko i wyłącznie im.
Oparła czoło o szybę samochodu. W tle coraz bardziej zlewały się jej głosy chłopaków. Już nawet nie słyszała czy któryś z nich coś do niej mówi. Chłonęła widoki zza oknem, mimo że wcale nie jechali tak powoli. Nie żałowała, że znajdowała się w tym właśnie samochodzie. Owszem, może to wyglądało na wproszenie się na wycieczkę, ale sądząc po reakcji Matteo, on wcale tak nie uważał. Uśmiechnęła się do siebie na myśl o wczorajszym wieczorze i dzisiejszej pobudce. Było naprawdę miło, zwłaszcza, że z każdą kolejną chwilą oboje otwierali się na tą drugą osobę. Słowa o przyjaźni jednak nie były rzucone na wiatr. Cieszyła się, że tutaj wróciła, by wszystko przeżyć jeszcze raz. Tylko, że teraz było całkiem inaczej niż jeszcze kilka lat temu.
- Vittoria... - usłyszała chyba jakiś szept, ale nie potrafiła nic odpowiedzieć, co by okazało się, że słyszy, że ktoś coś do niej mówi. - Vitt... Vi... - wciąż nie mogła nic z tym zrobić. Dopóki nie usłyszała słów Julii „mamo...”
- Tak? - zerwała się nagle, a Matteo siedzący z przodu zerknął na nią przez ramię. - Zamyśliłam się.
- Mówiłem tylko, że właściwie już dojeżdżamy i czy wracasz z moim przyjacielem czy zostajesz ze mną, czy idziesz na spacer po okolicy albo też....
- Zostaję z Tobą. - odpowiedziała szybko, dopiero za chwilę zrozumiawszy jak wyszła cała ta sytuacja. - Oczywiście jeśli to nie problem, bo może się przydam gdy będę mogła Ci coś pomóc i....
- To będzie dobre rozwiązanie. - usłyszała kierowcę, który po prostu uśmiechał się do niej w lusterku. - Będę miał czyste sumienie. Chyba, że mam po Ciebie wrócić?
- Mnie? Ależ ja sobie poradzę. Pozwiedzam i w ogóle... - odpowiedziała zdziwiona jego zrozumieniem i charakterem. Owszem poznała go jakąś chwilę temu, ale chyba nadal była pod wrażeniem. - Ale dziękuję.
- Nie ma sprawy. W razie czego wydobądź od niego numer i po prostu zadzwoń. - puścił do niej oczko, kiedy siatkarz już się na niego złościł. - Byś mi podziękował za podwózkę, a nie!
- Dziękuję Ci za podwózkę, przyjacielu! I tak mi to wisiałeś. - Piano roześmiał się, kiedy chłopak poklepywał go po plecach. - Odezwę się po zabiegu. Trzymaj kciuki!
- Będę czekał na odzew, a jak nie... To sam zadzwonię i zrobię Ci burę! Także Vittorio, przypilnuj go! No i oczywiście bardzo miło było mi Cię poznać. - uśmiechnął się do niej, a tamta odwzajemniła uśmiech. - Aż dziw, że ten oto osobnik ma takie koleżanki.
- A co zazdrościsz? Przecież wiadomo, że to ja jestem lepszy niż Ty. Nic dziwnego. - parsknął śmiechem i zaraz uciekł z samochodu, otwierając drzwi dziewczynie. - Proszę bardzo. Ratuję Cię, żeby kolega mi Cię nie sprzątnął.
I takim właśnie akcentem pożegnali się z chłopakiem, zabierając torbę Matteo i ramię w ramię kierując się w stronę szpitala. Oczywiście, pożegnani zostali klaksonem i w momencie równocześnie odwrócili się by odmachać. A potem spojrzeli na siebie i jakby upewniając się, że z obojgiem wszystko w porządku, ruszyli przed siebie.
***
Przepraszam za taką długą przerwę, zwłaszcza, że ten rozdział nie do końca mi się podoba. Powoli wracam do pisania, a to dlatego, że skończyły mi się już zapasy. Poza tym trochę ciężko mi z czasem, bo tydzień za tygodniem lecą i nie za bardzo wiadomo co, jak i kiedy. Przepraszam, ale i dziękuję za to, że czekałyście! Następna część powinna pojawić się do Sylwestra, chociaż nie obiecuję.
A że za kilkadziesiąt godzin już święta to chciałabym złożyć Wam życzonka. Spokojnych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. Odpocznijcie od nawału obowiązków i nabierzcie energię ;) I uważajcie na karpie (jeśli jecie) hihi. Trzymajcie się mocno! :*
Już zaczynałam się martwić czy nic się nie stało, bo faktycznie długo niczego nie dodawałaś. Ale skoro to tylko skończone zapasy to trzymam kciuki za pomysły na dalsze części historii :) Czyli tak - podsumowując, Matteo ewidentnie leci na Vitt, to jasne. Na jej miejscu czułabym się chyba trochę niezręcznie, kolacyjki i śniadanka, ta uprzejmość... Ale widać, że odkąd relacje z Matteo się poprawiły, Vittoria coraz rzadziej miewa te swoje przywidzenia. No i spełnia swoje marzenia z listy. Trochę przypomniało mi to film 'Szkoła uczuć' :) Już widzę Vitt jako troskliwą opiekunkę siatkarza po zabiegu ^^ Jeszcze raz życzę weny i przy okazji wesołych świąt! :*
OdpowiedzUsuńSerdecznie zapraszam na moja historię. W której nic nie jest oczywiste i pewne do końca. Gdzie miłość nie jest taka cukrowa jak w innych opowiadaniach, gdzie tajemnicą owiana jest każda napisana linijka. Prolog i pierwszy rozdział są już udostępnione na stronie www.amordifficilis.blogspot.com jeżeli masz ochotę, to serdecznie zapraszam.
OdpowiedzUsuń