30 października 2015

Capitolo il undicesimo

Rzym. Taki był plan Vittorii na dzisiejszy dzień. Tylko że to nie była taka sobie zwykła wycieczka. Owszem, planowała odwiedzić stolicę, ale jeszcze nie teraz. Niestety sprawy zawodowe przeważyły - musiała porozmawiać z szefową, która ostatnimi czasy wysyłała jej coraz więcej materiałów do wykonania, ale i zostawiała jej coraz mniej czasu. Rozumiała, że nie jest już początkującą i wcale nie potrzebuje go tak dużo, jednak to co w tej chwili się działo, to był wyścig z czasem. Wakacje we Włoszech stały się wakacjami przed laptopem, zamiast tymi w ruchu. Czasu było jednak coraz mniej. Musiała więc pojawić się osobiście w biurze i wyjaśnić sytuację.
- Nie no, mam nadzieję, że nie zrobię jej żadnej bury. - roześmiała się do telefonu. - No w końcu jestem pół Polką, a pół Włoszką. Dobra, Polacy też nie są spokojni jeśli chodzi o relacje szef – pracownik. - opowiadała, kierując się po standardową już kawę. - Tak, zaraz jadę. Jeszcze tylko pójdę po kawę. Dobra, dobra. Nie robię Ci smaka. - zaperzyła i wsłuchała się w dodatkowy głos, który przerywał im rozmowę. - Właśnie słyszałam, że ktoś Cię wołał. Jasne, leć. Trzymaj się i dawaj z siebie wszystko. Pa Tommy. - zakończyła rozmowę w momencie kiedy pociągała za drzwi.
- Cześć. To co zwykle? - zagaiła ulubiona kelnerka. - Na wynos? - Vitt pokiwała głową. - Gdzie się dziś wybierasz? Chyba już odwidziało Ci się wyjeżdżać?
No tak, chyba nikt nie zapomni jej zamiaru, który szybko został zmieniony przez jedne, może głupie słowa, ale niezwykle dające do myślenia, ostatecznie zatrzymując ją tutaj. Po rozmowie z Matteo ucięła sobie pogawędkę właśnie z kelnerką, która po prostu dosiadła się do niej. Okazała się być świetną dziewczyną, która już od pewnego czasu znała chłopaków, a tak przynajmniej jej się wydawało.
- Ech Bianca. Na pewno nigdzie nie uciekam. Co najwyżej do Rzymu, ale bardziej to jest rozmowa z szefową niż wycieczka. Nie patrz tak na mnie, mówię prawdę! - westchnęła. - Za dużo pracuję, nie mam wakacji, nie tak powinno być. Ale zaraz jadę i to załatwię. Dzięki za kawę. - rzuciła, kiedy w dłoni już trzymała kubek. - Miłego dnia dla Ciebie.
- Dzięki. Powodzenia dla Ciebie, bo szefowie no to... - ale chrząknęła nagle i puściła oczko. - I miłego wieczoru w towarzystwie któregoś z siatkarzy. - zachichotała i wyjaśniła zaraz. - Zawsze jak skądś wracasz skądś to masz ich wokół siebie. I nie próbuj zaprzeczać, przecież to wiem. - stanowczo wytłumaczyła. - Może tym razem z Matteo? Dawno nie rozmawialiście. W każdym razie, życzę Ci udanego wieczoru.
Nie zdążyła nawet odpowiedzieć, bo Bianca obsługiwała kolejnego klienta, opowiadając coś zawzięcie i skupiając całą swoją uwagę właśnie na tym człowieku. Oczywiście, nie zamierzała jej się zwierzać, ale dziewczyna dobrze zauważyła, że dosyć długo nie była maltretowana przez Matteo, jak to wcześniej o tym myślała. Nawet trochę jej tego brakowało, ale ten czas, który mogłaby poświęcić na wyrzuty w swoją stronę za całą tą sytuację, skutecznie bywał zajęty przez Thomasa, który wręcz wisiał na telefonie wciąż do niej dzwoniąc. Nie miała mu tego za złe, cieszyła się, że przyjaciel mimo wyczerpujących treningów miał czas, żeby pogadać i pośmiać się z nią tak jakby był na miejscu, a nie na zgrupowaniu. Oczywiście, zapraszał ją kilka razy, ale twierdziła, że to nie wypada, bo to rodziny korzystają z tego przywileju, a nie przyjaciele. Uśmiechając się pod nosem i kręcąc głową, by pozbyć się tych wszystkich myśli, opuściła kawiarenkę. Teraz musiała tylko... BAM.
- No nieźle zaczynam dzień. - usłyszała i mimo wylanej kawy, na szczęście na ulicę, a nie na nich, szybko zerknęła na winowajcę. I jak stanęła tak stała wpatrzona w niego jak ciele w malowane wrota. Nie wiedziała co ma zrobić, a zwłaszcza powiedzieć. Przecież... - Niesamowite.
- To prawda. - przytaknęła w końcu. - Nigdy nie wpadłabym na to, że wylejesz mi moją ulubioną kawę, no przecież.
- Przepraszam. Spieszyłem się po prostu. Kupię Ci szybko nową, dobrze? Poczekaj tutaj. - mruknął i już zamierzał odchodzić, kiedy mimowolnie chwyciła go za nadgarstek i zatrzymała. - Tak? Faktycznie, nie wiem co lubisz. Więc jaka?
- Zostaw. Kupię sobie w Rzymie. - machnęła ręką. - Zaraz i tak jadę. A tutaj trzymaj, moja dopiero co kupiona, jeszcze nawet nie posmakowana, więc... - powiedziała, a tamten zaraz porwał od niej kubeczek i zamoczył wargi. - Już wiesz? - zapytała, a on uśmiechnął się pewny siebie.
- Wiem. To nie chcesz? - pokręciła głową. - Teraz tylko... Dlaczego Rzym? - spojrzał na nią zaskoczony. - Nic bliżej?
- A co? Za daleko, żeby Twoje oko mogło mieć nade mną kontrolę? - odpyskowała, choć on właściwie nie zaczynał śledztwa, a po prostu pytał się jak znajomy. Szybko jednak tego pożałowała.
- Nie bój się o moje oko, ono dosięgnie Cię dosłownie wszędzie. - mruknął podirytowany. - A teraz wybacz, ale jeżeli nie chcesz kawy, to życzę Ci miłego pobytu w Rzymie. - rzucił na odchodne i tak zwyczajnie po prostu odszedł, zerkając przy tym na zegarek.

- Nie muszę mieć Cię na oku, żebym Cię znalazł. - usłyszała przy swoim uchu, aż podskoczyła. Gwałtownie odwróciła się za siebie, a tam stał rozbawiony Piano. - No cześć, nie spodziewałaś się mnie tutaj? Wiem, ja siebie też nie. Ale czego się nie robi dla przyjaciół. - mruknął. - Załatwiasz sprawy i porywam Cię dokądś.
- Myślisz, że wsiądę gdzieś z Tobą? Zwłaszcza do Twojego samochodu?
- Nie jestem samochodem, a przynajmniej nie moim. - wyjaśnił. - Ale później o tym porozmawiamy, chodź załatwić swoją sprawę.
- Nigdzie z Tobą nie idę. - warknęła. - Czego Ty chcesz? Gdzie niby mam z Tobą jechać? Masz mi wyjaśnić to tu i teraz. Więc? - nie zdążyła dokończyć, ponieważ on wyciągał w jej stronę swoją komórkę. - Po co mi ona?
- Rozmawiaj. Ktoś po drugiej stronie wyjaśni Ci o co chodzi. - wytłumaczył, a ona westchnęła i sięgnęła po jego telefon. - Stary, wyjaśnij jej wszystko dokładnie. - powiedział głośno, a w jej słuchawce usłyszała doskonale znajomy śmiech.
- Tommy? - mruknęła. - Co Ty kombinujesz i dlaczego nic wcześniej mi nie powiedziałeś? No dobra, ale... To Ci się udała niespodzianka. - parsknęła. - Dobrze, dobrze. Słucham Cię.
Chwilę później oddawała komórkę Matteo i bez słowa kierowała się do biura swojej szefowej. Zanim jednak weszła, on zatrzymał ją stojąc przed nią.
- Nie pozwolę się tak więcej traktować, pamiętaj o tym. - warknął. - To był ostatni raz, kiedy coś takiego się zdarzyło. Jesteś fajną dziewczyną, więc dlaczego zachowujesz się tak, jakbyś była największą suką świata? A może nią jesteś?
- Czy Ty...
- Czy ja? Zastanów się nad tym, ponieważ moja osoba nigdzie się nie wybiera. Już Ci obiecałem, że mam Cię na oku. Wciąż tak jest. A przede mną nie uciekniesz. Jeśli chcesz mnie tak traktować, zobaczysz jak ja będę traktować Ciebie.
Słysząc jego uwagę, ewidentnie puściła ją mimo uszu i omijając go, podeszła do odpowiednich drzwi i energicznie zapukała. Za chwilę nacisnęła klamkę i weszła do środka.
- Co Cię do mnie sprowadza? - usłyszała, chcąc zamknąć drzwi, ale siatkarz całkowicie jej to uniemożliwił wchodząc za nią. - Siadaj proszę. Pan także?
- Przepraszam to mój...
- Chłopak, który bardzo się o nią martwi. Matteo, miło mi. - odezwał się nagle, kompletnie ignorując spojrzenie dziewczyny, która wręcz zabijała go wzrokiem.
- Anna, mi również. Więc o co chodzi Vittorio? Co tutaj właściwie robisz?
- Wiesz, wróciłam do domu. - uśmiechnęła się. - Ale właściwie problem jest taki, że nie na długo, tak. I że za bardzo nie mam czasu na pracę...
- To się zwolnij. - mruknęła. - Jeśli nie masz czasu pracować, to oddaj posadę komuś innemu.
- Źle mnie zrozumiałaś...
- Wydaje mi się, że dobrze. Dostaję ostatni tekst i kończymy współpracę? Czy chcesz ją skończyć w tej chwili, skoro tutaj jesteś, a nie masz czasu pracować?
- Anna, nie o to mi chodzi... Po prostu, jest taka sytuacja, że....
- Przepraszam, że się wtrącę, ale powiem to za nią. Vittoria wróciła do domu, ponieważ czuje się coraz gorzej i to są jej ostatnie chwile. - usłyszała głos chłopaka, który najwidoczniej zmienił postawę i teraz miał zamiar uratować jej tyłek.
- Poczekaj, poczekaj. Przecież jestem zachwycona z Twojej pracy i ona jest doskonała. Wyrabiasz z czasem i... - kobieta gwałtownie zmieniła sposób w jaki wypowiadała się o Vittorii.
- No właśnie nie wyrabiam. Muszę się bardzo spieszyć, a to nie pomaga mi w tym, że i już jeden czas ucieka. - powiedziała i zamknęła oczy, czując na sobie spojrzenie chłopaka. - Wiesz o mojej sytuacji i w tej chwili dodam, że został mi rok. Dlatego siedzę naprzeciwko Ciebie, a nie rozmawiamy na skype. Nie chcę kończyć pracy, po prostu wolałabym dostawać mniej, a i więcej czasu, żeby to było bardzo dobre.
- Ale to jest bardzo dobre! - zakrzyknęła. - Nigdy nie miałam lepszego pracownika, słonko. Ale rozumiem, jasne. Nie chcesz już gonić. - pokiwała głową. - No faktycznie, są przyjaciele, mężczyzna a i pewnie niedługo narzeczony, prawda?
- Takie są plany. - uśmiechnął się on, biorąc ją za rękę dla lepszego efektu. - I na pewno Cię zaprosimy na weselną zabawę.
- Wygraliście. - roześmiała się. - Nie, no a tak poważnie, to rozumiem Vitt. Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś. No to zwolnimy trochę, ale jeżeli trafi się jakiś osioł jak wcześniej co Ty musiałaś skończyć tą robotę, to...
- To podeślij. We dwójkę na pewno sobie poradzimy. - odezwał się znowu Matteo. - Ale nie przeciążaj mi mojej przyszłej żony!
- Macie to jak w banku. - uśmiechnęła się szeroko. - Dobrze. Cieszę się, że mimo tego nie rezygnujesz z pracy. A i fajnie mieć Cię tutaj we Włoszech.
- Ale myślałam, że...
- Nasz kontakt nie ulega zmianie. Chyba nie mieszkasz zresztą tutaj?
- Nie, nie. Jestem bardziej na północy.
- No właśnie, to by było istne szaleństwo. Wszystko tak jak było kiedyś, wszystko elektronicznie. No chyba, że będzie jakiś kłopot to telefon i zapraszam tutaj. Ale z Tobą nigdy nie było żadnego kłopotu, więc liczę, że będzie tak nadal. No to co. Od dziś więcej czasu do pracy i...
- Tyle. Niczego więcej nie oczekuję. - dodała szybko dziewczyna.
- Uwielbiam Cię kobieto! Jestem szczęściarą, że Cię mam. - roześmiała się, krzycząc głośno - Więc to właściwie świetny moment, żeby Ci powiedzieć, że daję Ci podwyżkę.
- Słucham? - zapytała kompletnie zaskoczona.
- Podwyżka kochanie! Jak ja mogę Ci tak mało płacić? Mam przy sobie profesjonalistkę! Podwyżka!
- Dopiero... - dziewczyna nie mogła wydusić z siebie słowa, poza tym szefowa ciągle jej przerywała.
- Podwyżka i to stała, od następnego miesiąca, może być? Uśmiechnij się skarbie. - Vittoria tylko pokiwała głową z uśmiechem. - Cieszę się, naprawdę się cieszę. No, ale już zmykać! Spędź dziś trochę czasu z chłopakiem i podeślij mi co zrobisz. Do piątku, może być? Dobrze. To oczekuję na emaila.
- Dziękuję szefowo.
- Dzięki Anna. - odezwał się Matteo, wstając. - Miłego dnia dla Ciebie.
- Dla was też, dla was też. - pomachała im, kiedy już znajdowali się przy wyjściu. Dopiero kiedy zamknęli za sobą drzwi, chłopak puścił Vittorię.
- Udało Ci się!
- Chyba jak widać gdyby nie Ty... Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała oskarżycielsko.
- Dostałaś podwyżkę!
- Matteo... Dlaczego tak zagrałeś?
- A to nie prawda? No prócz tego chłopaka i ślubu, ale jak widać, to zadziałało. - wzruszył ramionami, jakby te aspekty kompletnie nie były dla niego ważne.
- Chyba głównie to, a nie moje umiejętności.
- No chyba żartujesz. Czy Ty ją słyszałaś? Jesteś bardzo dobra w tym co robisz. Nie miej żadnych wątpliwości, że to ja sprawiłem, że ona Cię tak dobrze odbiera! Nie miałem z tym nic wspólnego. A że powiedziałem... Nie wydaję mi się, żebym zrobił coś złego. Sama nie mogłaś tego zrobić. Poza tym, czy Ty mnie znowu o coś oskarżasz? - usłyszała jego monolog i ewidentnie zrobiło jej się głupio, więc szybko pokręciła głową. - No ja myślę!
- Po prostu...
- Jesteś Zosią samosią. - stwierdził. - Nie pomogłem Ci, no chyba, że moją obecnością, tak?
- Tak.
- Więc jesteśmy kwita tego, że rozlałem Ci tą kawę. Skoro więc wszystko załatwione to może...
- Impreza?
- Żartujesz. - prychnął rozbawiony, ale i trochę poddenerwowany. - Obiad! Bo nie wiem jak Ty, ale ja jestem bardzo głodny. A mieliśmy się sobą nacieszyć...
- No wiesz. - roześmiała się w końcu słysząc jego słowa. - Dziękuję.
- I to pragnąłem w końcu usłyszeć! - klasnął w dłonie. - A teraz na obiad, bo za niedługo w drogę! Rozumiem, że na Twój koszt skoro podwyżka? No nie rób takiej miny, żartuję! Na mnie musiałabyś wydać miliony gdybyś postawiła mi obiad. - żartował zupełnie swobodnie, jakby nic nie wydarzyło się na tym samym korytarzu dosłownie kilkadziesiąt minut temu.

***
Spontan, kompletny. Rozdział miał wyglądać całkowicie inaczej, ale jest tak jak powyżej. Myślicie, że coś się powoli zmienia? Powoli, bo przecież stopniowo każdy się poznaje, a i Wy poznajecie ich. Bo ja już ich doskonale znam ;)
Takie pitu-pitu, ale już koniec z tym. Życzę Wam miłego weekendu! Trzymajcie się cieplutko.

1 komentarz:

  1. Kochany Piano :) zarówno on jak i Anna to po prostu 'ta' włoska krew - zdolna do wzruszeń i wzniosłości. Na szczęście szefowa Vitt okazała się być wyrozumiałą, teraz nasza Vittoria będzie miała więcej czasu dla siebie. A może i Matteo...? Kochany w ogóle że jej pomógł. Sprytnie zresztą. Spontanicznie pisane rozdziały czyta mi się lżej... więc w sumie podoba mi się taki kształt :) Akcja toczy się leniwie, ale może o to chodziło? Skoro Vitt zostało mało czasu, jako zapewne dość przywiązana do swoich chatakterów chcesz jej to życie wydłużać? #teoriaspiskowakolejna
    Pozdrawiam i do następngo weekendu :*

    OdpowiedzUsuń