- I niczym się nie dostaniemy?
Kompletnie?
- Przykro mi. Wypożyczenie swojego samochodu?
- O nie, na pewno nie. - mruknął, a Vittoria westchnęła nie rozumiejąc dlaczego się na to nie zgodził.
- No co za pech, ale... - miała zamiar zapytać dlaczego już ewentualnie nie wypożyczą samochodu, jednak on szybko zaczął coś mówić.
- Szefowa nam wywróżyła nacieszenie się sobą. - wzruszył ramionami. - No to chyba nie zostało nic innego a tylko wynająć hotel? Nie damy radę inaczej. - pokiwała głową w końcu się zgadzając. - Nic takiego nigdy się nie zdarzyło, a przynajmniej tego nie pamiętam. Nie wiem dlaczego akurat dziś, ale widzisz jak czułem, że muszę jechać za Tobą. - opowiadał, a dziewczyna starała się go słuchać, jednak tylko nieświadomie kiwała głową. To będzie cudowny wieczór. Pierwszy spędzony „razem” od czasu...
- Raz, dwa, trzy... - zaczęła liczyć.
- Nie, nie, nie. - usłyszała go jak przez mgłę. - Nie będzie żadnej Julii, bo będzie dobrze. Jest dobrze, słyszysz? - nie patrząc na nic, objął ją ramieniem, ale ta nadal nie przestała liczyć. - Daj rękę. Daj mi rękę proszę. - a kiedy dalej go nie słuchała, sam splótł jej dłoń razem ze swoją. - Vittoria!
- Tak? - odezwała się nagle, czując przechodzące przez nią ciepło, co jednak było dziwne, że tak właśnie się zadziało i na co ona tak zareagowała.
- Będzie dobrze, słyszysz? Pomogę Ci w tym. - uśmiechnęła się nikle i czując jego uścisk, nieświadomie uchwyciła się jego dłoni jeszcze bardziej.
- Nienawidzę zakupów. - jęknęła wyraźnie zmęczona. - Gdyby nie to, w życiu bym tutaj nic nie kupiła, zwłaszcza podczas takiego tłoku. Nie znoszę tłumu! - marudziła, niosąc bieliznę, piżamę, szczoteczkę do zębów wraz z pastą oraz inne drobiazgi, które kupiła, aby komfortowo przeżyć noc w hotelu. Matteo tylko się z niej podśmiewał ponieważ on kupił bieliznę i szczotkę do zębów. Nic więcej nie było mu potrzebne, a więc nie wchodził do tych zatłoczonych miejsc. - Jesteś okropny!
- Ja? No coś Ty. To Ty szalałaś na zakupach w Rzymie.
- Zostałam do tego zmuszona! - mruknęła. - Miałam tutaj tylko załatwić z szefową...
- Ale przyjechał za Tobą natrętny siatkarz i jeszcze zabrał Cię na obiad, a gdybyście skończyli wcześniej na pewno zdążylibyście w trasę? - zapytał, a tamta westchnęła. - Tak?
- Nie no, co Ty. Nie no przepraszam. - uśmiechnęła się przepraszająco. - Po prostu tylu ludzi to nie dla mnie. Wolę spokojniejsze miejsca, takie tam, zwłaszcza na zakupach. - wyjaśniła.
- Dobra, wynagrodzisz mi to. - wzruszył ramionami spoglądając na nią badawczo. - Porywam Cię w nocy.
- W nocy?
- Na spacer. W Rzymie nocą Cię chyba jeszcze nie było? - pokręciła głową. - Idealnie. Ale...
- Bez imprezy, tak wiem. - pokiwała głową przerywając mu. - To już jest moje życiowe motto, serio. Bez tego też wolałabym się tam nie pchać. Więcej bym wam tego nie zrobiła.
- I nie zrobisz, bo wszyscy tego dopilnują. A w tym momencie, czy tego chcesz czy nie, to tym kimś będę ja. Jesteś na mnie skazana. - parsknął. - No ale chodźmy do tego hotelu, czas coś zjeść.
- Czy Ty tylko ciągle coś jesz? - roześmiała się nagle patrząc na niego z jaką pasją mówił o posiłku. - No w sumie, jakbym była taka wielka to chyba też co chwilę bym jadła.
- Nie jestem wielki. - mruknął, również się śmiejąc . - Jestem siatkarzem.
- O wielki siatkarzu, idźmy!
- Nie...
- Nie gadaj...
- To nie możliwe.
- I mnie to mówisz?
- To jest chyba jakiś żart.
- Mam się zdenerwować?
- O co tu chodzi?
- Może jakiś błąd.
- Chyba nie nasz.
- Kurwa. - a kiedy on na nią spojrzał ze zdziwieniem, wyjaśniła, że to takie polskie słowo. - Idziemy to wyjaśnić?
- Zdecydowanie. - potwierdził, zamykając pokój i ruszając na dół do recepcji. - Przecież dokładnie prosiłem o pokój z dwoma łóżkami, albo o dwa pokoje z pojedynczymi łóżkami. Słyszałaś to przecież.
- Jasne, że tak. Śmiałeś się jeszcze, żeby się nie pomylić i nie poprosić o podwójne.
- A jak to zrobiłem? Nieświadomie? Jesteś w stu procentach pewna, że powiedziałem dobrze? Nie powiedziałem tego podświadomie, co? - zadawał pytania, a ona była coraz bardziej niepewna całej tej sytuacji. - Widzę, że też już zwątpiłaś.
- Dobra tam! Idziemy to wyjaśnić, zobaczymy po tym. - powiedziała by przestał zasiewać w nich tą niepewność.
- No ładnie. - westchnął on, kiedy na powrót znaleźli się w zarezerwowanym pokoju, a który w ofercie miał podwójne, małżeńskie wręcz łoże. - Nie zrobiłem tego specjalnie.
- Wiem. - przerwała mu wyraźną chęć tłumaczenia się, którą rozpoczynał gdy tylko nie chciał żadnych kłótni. - To nic, będziemy tu tylko parę godzin, bo przecież umówiliśmy się na nocny spacer, a i rano chyba wyjdziemy wcześniej, żeby jechać, no albo wrócić do domu? - dopytywała, a on kiwał głową. - Więc w porządku. Zostawiamy rzeczy, idziemy na kolację a następnie idziemy na spacer.
- Nie wiedziałem, że w czasie wycieczki jesteś taka... Zorganizowana? To znaczy...
- Wiem co chcesz powiedzieć. - uśmiechnęła się. - Mieszkałam we Włoszech, przenosiliśmy się ciągle, a wakacje miałam w Polsce, więc musiałam się taka stać. Ale chodźmy już, bo spóźnimy się na kolacje, a przecież muszę dbać o Ciebie, wielki siatkarzu.
- Chwyć się mnie. - usłyszała kilkadziesiąt minut później, bo przecież Matteo musiał przysiedzieć przy kolacji.
- Po co? - zapytała zdezorientowana nie do końca rozumiejąc co chce tym osiągnąć.
- To są Włochy, jest wieczór i ciemno, a poza tym są tu różne wycieczki, a ja Cię muszę pilnować. Natychmiast!
- Niech Ci będzie. - westchnęła, chwytając go pod ramię. Dziwnie się czuła, że musiała go tak trzymać. Ludzie jednak reagowali na ich widok, śmiejąc się z różnicy wzrostu czy z tego, że siatkarz reprezentacji jest w Rzymie z jakąś dziewczyną i zupełnie nie kryje się z uczuciem do niej.
- Nie ważne co mówią ludzie. - stwierdził. - Nawet kiedy...
- O piękna paro! Może powróżyć jeśli chodzi o dalszą przyszłość? Bo ta najbliższa będzie przecudowna! I na pewno będziecie razem. - usłyszeli jakiś głos przy sobie, a zaraz przed nimi pojawiła się cyganka.
- Nie dziękujemy. - odpowiedział Matteo. - I myli się pani, bardzo.
- Ja się nigdy nie mylę. - stwierdziła prychając wyraźnie urażona. - Powodzenia w miłości.
- Dalej się nie przejmuj. - uśmiechnął się pocieszająco - A teraz uwaga, bo idziemy po schodach. Możesz mnie puścić, będę zaraz za Tobą. Będę Cię pilnował, jak mówiłem.
- To jak... - zaczął wyraźnie zakłopotany.
- Ja mogę na podłodze. - odezwała się, wzruszając ramionami. - Musisz mieć wygodnie skoro masz mieć...
- Nie mów tego głośno.
- Boisz się?
- A kto by się nie bał? Muszę wrócić do sportu, a nie wiem... - tym razem widziała już całkowicie innego siatkarza, pełnego wątpliwości, który wpatrywał się w łóżko jak w coś najciekawszego na świecie.
- Oczywiście, że Ci się uda! - zakrzyknęła, ale kiedy przypomniała sobie, która jest godzina, powiedziała ciszej. - Nie wątp w to. W tym pomoże Ci tylko sen na łóżku.
- Ale ja tak nie...
- Możesz. Jestem malutka i prześpię się na podłodze.
- Kobiecie nie wypada.
- No kto by pomyślał. - roześmiała się. - Dobra wiem, wiem. Mówisz serio. Więc co?
- Ja na dole, bez sprzeciwu. I nic mi nie będzie, mówię Ci. Poza tym to tylko kilka godzin, tak? - pokiwała głową. - No właśnie. Więc idziesz, bierzesz prysznic i kładziesz się do łóżka. - zgodziła się i wyszła do łazienki.
- Co tak śpiewasz? - zapytała, kiedy opuściła łazienkę. - Co? - zapytała ze śmiechem.
- Vittoria sara sempre piu bella! - zawył wyciągając dłoń w jej stronę, miał zaśpiewać dalszą część, ale na jej widok złapał za dużo powietrza i zakrztusił się. - Nie no, super wyglądasz, muszę przyznać.
- Oj cicho. Nie moja wina, że się podciąga. - wystawiła mu język. - Ale piosenka to pasuje, nie ma co. Teraz ja pośpiewam, a Ty szorujesz do łazienki. Natychmiast. - roześmiała się, kiedy on dziwnie poruszył brwiami. - No idź i nie patrz tak na mnie!
- Coraz bardziej mnie zadziwiasz. - usłyszała, kiedy zastał ją tańcząca i śpiewająca włoskie hity. - I teraz się nie przejmujesz, że Ci się podciąga?
- Jesteś zbereźny! - pokręciła głową, zabierając ze sobą pilot i idąc do łóżka, po szyję przykrywając się kołdrą. - Za to nie dostaniesz pilota. Kto ma pilot ten ma władzę. - powiedziała. - I strefa to moje łóżko! Nie ma przekraczania, o!
- Zobaczymy. – wzruszył ramionami. - A napisałaś przyjaciołom, że zostajesz na noc w Rzymie?
- O nie, wiedziałam, że o czymś zapomniałam! - plasnęła się w czoło. Szybko wyskoczyła do miejsca, gdzie leżała na krześle jej torebka, a on w momencie chwycił pilot. - Ale jesteś! Wykorzystałeś to! A Ty pisać nie musiałeś do nikogo?
- Ważne, że mam pilot. - wzruszył ramionami, jakby na chwilę tracąc humor.
„Przepraszam, że tak późno, ale dzień pełen wrażeń. Na noc zostałam w Rzymie, ale nie jestem sama. Nie martwcie się i do dziś. Buziaki, Vitt.”
„No nareszcie! Czyżby z Matteo? Baw się dobrze, ale nie tak dobrze, bo się martwiliśmy! Trzymajcie się i dobranoc, a raczej dzień dobry.”
- Mówiłeś komuś, że jesteśmy w Rzymie? - pokręcił głową zdziwiony jej pytaniem. - Na pewno?
- No tak, a czemu? Sara wie? - pokiwała głową. - Może jeśli Thomas na zgrupowaniu to stwierdziła, że ze mną? Nie wiem. Przecież się nie chwaliłem. Ale przynajmniej wiedzą. - wzruszył ramionami. - Teraz znów możesz się ukryć.
- Teraz to już idziemy spać. - odpowiedziała, kierując się do łóżka i zrzucając mu poduszkę oraz koc przy okazji upewniając się w jego wcześniejszej decyzji. - Na pewno?
- Tak, zgaszę światło. - odpowiedział, a ona ułożyła się wygodnie.
- Dzięki. No to dobranoc?
- Dobranoc.
- A budzik? - zapytała po chwili ciszy.
- No nastaw, na którą chcesz. Zjemy śniadanie i jedziemy.
- Dobrze, to na 8?
- Może być. Wiesz? Jakby się coś działo to obudź mnie, mówię poważnie. - powiedział nagle dziwnym poważnym tonem.
- Dobrze. Dziękuję.
- Wiesz, w końcu dziś cały dzień nie pojawiła się Julia? - zagaił znowu, a ona zdała sobie sprawę, że naprawdę miał rację.
- Dokładnie tak. - uśmiechnęła się do siebie, ponieważ w ciemnościach nie mógł tego zobaczyć, a on jakby w odpowiedzi, poklepał ją po przykrytej nodze. - To śpimy.
***
Odrobina więcej relacji Vittoria - Matteo. Trochę zmieniła się jej perspektywa w postrzeganiu chłopaka, ale dlaczego to już pewnie w następnych odcinkach ;) Oczywiście życzę Wam udanego tygodnia! Do za tydzień.
- Przykro mi. Wypożyczenie swojego samochodu?
- O nie, na pewno nie. - mruknął, a Vittoria westchnęła nie rozumiejąc dlaczego się na to nie zgodził.
- No co za pech, ale... - miała zamiar zapytać dlaczego już ewentualnie nie wypożyczą samochodu, jednak on szybko zaczął coś mówić.
- Szefowa nam wywróżyła nacieszenie się sobą. - wzruszył ramionami. - No to chyba nie zostało nic innego a tylko wynająć hotel? Nie damy radę inaczej. - pokiwała głową w końcu się zgadzając. - Nic takiego nigdy się nie zdarzyło, a przynajmniej tego nie pamiętam. Nie wiem dlaczego akurat dziś, ale widzisz jak czułem, że muszę jechać za Tobą. - opowiadał, a dziewczyna starała się go słuchać, jednak tylko nieświadomie kiwała głową. To będzie cudowny wieczór. Pierwszy spędzony „razem” od czasu...
- Raz, dwa, trzy... - zaczęła liczyć.
- Nie, nie, nie. - usłyszała go jak przez mgłę. - Nie będzie żadnej Julii, bo będzie dobrze. Jest dobrze, słyszysz? - nie patrząc na nic, objął ją ramieniem, ale ta nadal nie przestała liczyć. - Daj rękę. Daj mi rękę proszę. - a kiedy dalej go nie słuchała, sam splótł jej dłoń razem ze swoją. - Vittoria!
- Tak? - odezwała się nagle, czując przechodzące przez nią ciepło, co jednak było dziwne, że tak właśnie się zadziało i na co ona tak zareagowała.
- Będzie dobrze, słyszysz? Pomogę Ci w tym. - uśmiechnęła się nikle i czując jego uścisk, nieświadomie uchwyciła się jego dłoni jeszcze bardziej.
- Nienawidzę zakupów. - jęknęła wyraźnie zmęczona. - Gdyby nie to, w życiu bym tutaj nic nie kupiła, zwłaszcza podczas takiego tłoku. Nie znoszę tłumu! - marudziła, niosąc bieliznę, piżamę, szczoteczkę do zębów wraz z pastą oraz inne drobiazgi, które kupiła, aby komfortowo przeżyć noc w hotelu. Matteo tylko się z niej podśmiewał ponieważ on kupił bieliznę i szczotkę do zębów. Nic więcej nie było mu potrzebne, a więc nie wchodził do tych zatłoczonych miejsc. - Jesteś okropny!
- Ja? No coś Ty. To Ty szalałaś na zakupach w Rzymie.
- Zostałam do tego zmuszona! - mruknęła. - Miałam tutaj tylko załatwić z szefową...
- Ale przyjechał za Tobą natrętny siatkarz i jeszcze zabrał Cię na obiad, a gdybyście skończyli wcześniej na pewno zdążylibyście w trasę? - zapytał, a tamta westchnęła. - Tak?
- Nie no, co Ty. Nie no przepraszam. - uśmiechnęła się przepraszająco. - Po prostu tylu ludzi to nie dla mnie. Wolę spokojniejsze miejsca, takie tam, zwłaszcza na zakupach. - wyjaśniła.
- Dobra, wynagrodzisz mi to. - wzruszył ramionami spoglądając na nią badawczo. - Porywam Cię w nocy.
- W nocy?
- Na spacer. W Rzymie nocą Cię chyba jeszcze nie było? - pokręciła głową. - Idealnie. Ale...
- Bez imprezy, tak wiem. - pokiwała głową przerywając mu. - To już jest moje życiowe motto, serio. Bez tego też wolałabym się tam nie pchać. Więcej bym wam tego nie zrobiła.
- I nie zrobisz, bo wszyscy tego dopilnują. A w tym momencie, czy tego chcesz czy nie, to tym kimś będę ja. Jesteś na mnie skazana. - parsknął. - No ale chodźmy do tego hotelu, czas coś zjeść.
- Czy Ty tylko ciągle coś jesz? - roześmiała się nagle patrząc na niego z jaką pasją mówił o posiłku. - No w sumie, jakbym była taka wielka to chyba też co chwilę bym jadła.
- Nie jestem wielki. - mruknął, również się śmiejąc . - Jestem siatkarzem.
- O wielki siatkarzu, idźmy!
- Nie...
- Nie gadaj...
- To nie możliwe.
- I mnie to mówisz?
- To jest chyba jakiś żart.
- Mam się zdenerwować?
- O co tu chodzi?
- Może jakiś błąd.
- Chyba nie nasz.
- Kurwa. - a kiedy on na nią spojrzał ze zdziwieniem, wyjaśniła, że to takie polskie słowo. - Idziemy to wyjaśnić?
- Zdecydowanie. - potwierdził, zamykając pokój i ruszając na dół do recepcji. - Przecież dokładnie prosiłem o pokój z dwoma łóżkami, albo o dwa pokoje z pojedynczymi łóżkami. Słyszałaś to przecież.
- Jasne, że tak. Śmiałeś się jeszcze, żeby się nie pomylić i nie poprosić o podwójne.
- A jak to zrobiłem? Nieświadomie? Jesteś w stu procentach pewna, że powiedziałem dobrze? Nie powiedziałem tego podświadomie, co? - zadawał pytania, a ona była coraz bardziej niepewna całej tej sytuacji. - Widzę, że też już zwątpiłaś.
- Dobra tam! Idziemy to wyjaśnić, zobaczymy po tym. - powiedziała by przestał zasiewać w nich tą niepewność.
- No ładnie. - westchnął on, kiedy na powrót znaleźli się w zarezerwowanym pokoju, a który w ofercie miał podwójne, małżeńskie wręcz łoże. - Nie zrobiłem tego specjalnie.
- Wiem. - przerwała mu wyraźną chęć tłumaczenia się, którą rozpoczynał gdy tylko nie chciał żadnych kłótni. - To nic, będziemy tu tylko parę godzin, bo przecież umówiliśmy się na nocny spacer, a i rano chyba wyjdziemy wcześniej, żeby jechać, no albo wrócić do domu? - dopytywała, a on kiwał głową. - Więc w porządku. Zostawiamy rzeczy, idziemy na kolację a następnie idziemy na spacer.
- Nie wiedziałem, że w czasie wycieczki jesteś taka... Zorganizowana? To znaczy...
- Wiem co chcesz powiedzieć. - uśmiechnęła się. - Mieszkałam we Włoszech, przenosiliśmy się ciągle, a wakacje miałam w Polsce, więc musiałam się taka stać. Ale chodźmy już, bo spóźnimy się na kolacje, a przecież muszę dbać o Ciebie, wielki siatkarzu.
- Chwyć się mnie. - usłyszała kilkadziesiąt minut później, bo przecież Matteo musiał przysiedzieć przy kolacji.
- Po co? - zapytała zdezorientowana nie do końca rozumiejąc co chce tym osiągnąć.
- To są Włochy, jest wieczór i ciemno, a poza tym są tu różne wycieczki, a ja Cię muszę pilnować. Natychmiast!
- Niech Ci będzie. - westchnęła, chwytając go pod ramię. Dziwnie się czuła, że musiała go tak trzymać. Ludzie jednak reagowali na ich widok, śmiejąc się z różnicy wzrostu czy z tego, że siatkarz reprezentacji jest w Rzymie z jakąś dziewczyną i zupełnie nie kryje się z uczuciem do niej.
- Nie ważne co mówią ludzie. - stwierdził. - Nawet kiedy...
- O piękna paro! Może powróżyć jeśli chodzi o dalszą przyszłość? Bo ta najbliższa będzie przecudowna! I na pewno będziecie razem. - usłyszeli jakiś głos przy sobie, a zaraz przed nimi pojawiła się cyganka.
- Nie dziękujemy. - odpowiedział Matteo. - I myli się pani, bardzo.
- Ja się nigdy nie mylę. - stwierdziła prychając wyraźnie urażona. - Powodzenia w miłości.
- Dalej się nie przejmuj. - uśmiechnął się pocieszająco - A teraz uwaga, bo idziemy po schodach. Możesz mnie puścić, będę zaraz za Tobą. Będę Cię pilnował, jak mówiłem.
- To jak... - zaczął wyraźnie zakłopotany.
- Ja mogę na podłodze. - odezwała się, wzruszając ramionami. - Musisz mieć wygodnie skoro masz mieć...
- Nie mów tego głośno.
- Boisz się?
- A kto by się nie bał? Muszę wrócić do sportu, a nie wiem... - tym razem widziała już całkowicie innego siatkarza, pełnego wątpliwości, który wpatrywał się w łóżko jak w coś najciekawszego na świecie.
- Oczywiście, że Ci się uda! - zakrzyknęła, ale kiedy przypomniała sobie, która jest godzina, powiedziała ciszej. - Nie wątp w to. W tym pomoże Ci tylko sen na łóżku.
- Ale ja tak nie...
- Możesz. Jestem malutka i prześpię się na podłodze.
- Kobiecie nie wypada.
- No kto by pomyślał. - roześmiała się. - Dobra wiem, wiem. Mówisz serio. Więc co?
- Ja na dole, bez sprzeciwu. I nic mi nie będzie, mówię Ci. Poza tym to tylko kilka godzin, tak? - pokiwała głową. - No właśnie. Więc idziesz, bierzesz prysznic i kładziesz się do łóżka. - zgodziła się i wyszła do łazienki.
- Co tak śpiewasz? - zapytała, kiedy opuściła łazienkę. - Co? - zapytała ze śmiechem.
- Vittoria sara sempre piu bella! - zawył wyciągając dłoń w jej stronę, miał zaśpiewać dalszą część, ale na jej widok złapał za dużo powietrza i zakrztusił się. - Nie no, super wyglądasz, muszę przyznać.
- Oj cicho. Nie moja wina, że się podciąga. - wystawiła mu język. - Ale piosenka to pasuje, nie ma co. Teraz ja pośpiewam, a Ty szorujesz do łazienki. Natychmiast. - roześmiała się, kiedy on dziwnie poruszył brwiami. - No idź i nie patrz tak na mnie!
- Coraz bardziej mnie zadziwiasz. - usłyszała, kiedy zastał ją tańcząca i śpiewająca włoskie hity. - I teraz się nie przejmujesz, że Ci się podciąga?
- Jesteś zbereźny! - pokręciła głową, zabierając ze sobą pilot i idąc do łóżka, po szyję przykrywając się kołdrą. - Za to nie dostaniesz pilota. Kto ma pilot ten ma władzę. - powiedziała. - I strefa to moje łóżko! Nie ma przekraczania, o!
- Zobaczymy. – wzruszył ramionami. - A napisałaś przyjaciołom, że zostajesz na noc w Rzymie?
- O nie, wiedziałam, że o czymś zapomniałam! - plasnęła się w czoło. Szybko wyskoczyła do miejsca, gdzie leżała na krześle jej torebka, a on w momencie chwycił pilot. - Ale jesteś! Wykorzystałeś to! A Ty pisać nie musiałeś do nikogo?
- Ważne, że mam pilot. - wzruszył ramionami, jakby na chwilę tracąc humor.
„Przepraszam, że tak późno, ale dzień pełen wrażeń. Na noc zostałam w Rzymie, ale nie jestem sama. Nie martwcie się i do dziś. Buziaki, Vitt.”
„No nareszcie! Czyżby z Matteo? Baw się dobrze, ale nie tak dobrze, bo się martwiliśmy! Trzymajcie się i dobranoc, a raczej dzień dobry.”
- Mówiłeś komuś, że jesteśmy w Rzymie? - pokręcił głową zdziwiony jej pytaniem. - Na pewno?
- No tak, a czemu? Sara wie? - pokiwała głową. - Może jeśli Thomas na zgrupowaniu to stwierdziła, że ze mną? Nie wiem. Przecież się nie chwaliłem. Ale przynajmniej wiedzą. - wzruszył ramionami. - Teraz znów możesz się ukryć.
- Teraz to już idziemy spać. - odpowiedziała, kierując się do łóżka i zrzucając mu poduszkę oraz koc przy okazji upewniając się w jego wcześniejszej decyzji. - Na pewno?
- Tak, zgaszę światło. - odpowiedział, a ona ułożyła się wygodnie.
- Dzięki. No to dobranoc?
- Dobranoc.
- A budzik? - zapytała po chwili ciszy.
- No nastaw, na którą chcesz. Zjemy śniadanie i jedziemy.
- Dobrze, to na 8?
- Może być. Wiesz? Jakby się coś działo to obudź mnie, mówię poważnie. - powiedział nagle dziwnym poważnym tonem.
- Dobrze. Dziękuję.
- Wiesz, w końcu dziś cały dzień nie pojawiła się Julia? - zagaił znowu, a ona zdała sobie sprawę, że naprawdę miał rację.
- Dokładnie tak. - uśmiechnęła się do siebie, ponieważ w ciemnościach nie mógł tego zobaczyć, a on jakby w odpowiedzi, poklepał ją po przykrytej nodze. - To śpimy.
***
Odrobina więcej relacji Vittoria - Matteo. Trochę zmieniła się jej perspektywa w postrzeganiu chłopaka, ale dlaczego to już pewnie w następnych odcinkach ;) Oczywiście życzę Wam udanego tygodnia! Do za tydzień.
O Boże... napisałam taki długi komentarz i mi go wcięło bo straciłam internet :/ spróbuję go odtworzyć.
OdpowiedzUsuńW każdym włoskim filmie jaki dotąd oglądałam zdarzało się, że sceny następowały po sobie szybko a akcja była trochę poszatkowana, przez co czasem łapałam się na tym, że chyba nie do końca wiem o co chodzi. Dziś poczułam się podobnie u Ciebie, choć zwalam to raczej na późną porę :) jeśli jednak specjalnie mieszasz w taki sposób formę to brawo, czuć ten mały włoski bałagan, który jest tak cudownie beztroski ;) a co do treści - ogromnie żałuję że nie opisałaś jakoś bardziej spaceru po nocnym Rzymie, no ale nie można mieć wszystkiego. No i mogłoby być zbyt cukrowo albo romantycznie (choć przyznam się, że to ostatnio moje klimaty) a przecież relacje Matteo i Vitt nie mogą zbyt szybko przejść na inny etap, w końcu akcja toczy się wolniutko :) Ciekawe czy wróżba cyganki może się spełnić...? Zaciekawiłaś mnie jeszcze co takiego zmieniło się w podejściu Vittorii do siatkarza, czyżbym coś przeoczyła? Mam nadzieję że nie! Pozdrawiam ciepło :*
Nie wiem czemu mam takie zaległości z komentowaniem, skoro czytam na bieżąco... zawsze mnie coś oderwie, a potem zapominam :P
OdpowiedzUsuńMatteo hero of the day! Jednak jego "śledzenie" Vittorii jak widać ma pozytywne skutki, skoro pomógł jej dogadać się z szefową. A co do roli jej narzeczonego, to chyba nie miałby nic przeciwko, skoro wymyślił taką bajeczkę ;) Bo ewidentnie widać, że mu na niej zależy.
Ale łóżko małżeńskie jest chyba na tyle duże, że zmieściliby się spokojnie oboje, leżąc po przeciwnych stronach :D
Chyba się domyślam, jaki sekret ma Matteo, ale nie będę pisać, żeby nie psuć zabawy innym czytelnikom, niech każdy sobie myśli co uważa ;) I coś czuję, że on będzie miał na dziewczynę bardzo dobry wpływ!