Nie wiedziała, co ma
o tym myśleć. Całą noc w głowie kołowały się jej słowa Jakuba. Nie to pytanie,
raczej to, co nastąpiło po nim. Zajął się nią jak lekarz, pytał o różne rzeczy,
później poprosił o rozmowę Sarę i Alessandro. Wydawało jej się także, że
rozmawiał o niej z Thomasem, chociaż nie złapała ich na gorącym uczynku. I
właściwie z każdą chwilą, rozpogadzał się. Siedział uśmiechnięty, o czymś
myślał. Jednak nic nie powiedział. Nie chciał. Stwierdził, że nie chce
zapeszać. Co to miało znaczyć? Czy… miało być dobrze? Polepszyło jej się?
Znaleziono lekarstwo?
Właśnie przez te myśli nie mogła spać. Poza tym, on spał tuż obok i przeraźliwie chrapał. Był strasznie zmęczony, obserwowała całą noc jak leżał w jednej pozycji, co chwilę tylko poruszając kończynami. Co miał w tej głowie, nawet teraz podczas snu? Miała dosyć tajemnic. Długo o tym myślała, ale teraz postanowiła już na dobre.
Zerknęła na zegarek – 5:00. No w sumie nie długo leżała przyglądając się Jakubowi. Przyjaciele zebrali się spać koło 1. A ona wciąż chodziła po mieszkaniu. Tak więc, mimo nieprzespanej nocy postanowiła zrobić sobie kawę. Kawę i załatwić to, co już dawno powinno być wykonane.
„Zabierzesz mnie do Giulia?”
Odpowiedź długo nie nadchodziła. Jednak zamiast zwrotnej wiadomości, na wyświetlaczu pojawiła się informacja, że ktoś do niej dzwoni. Thomas. Westchnęła. Będzie się martwił, na pewno. Dlatego też dzwoni, bo inaczej po prostu by odpisał. Poza tym, może go obudziła. W końcu jest dopiero przed 6.
Odebrała, ale nie spodziewała się, że usłyszy aż takie pretensje. Nie, że go obudziła. Tylko, że prosi go o coś, co na pewno nie jest dla niej łatwe. Że się martwi. Nie chce, żeby popełniła jakiś błąd. Nie chce znów Julii, bo jemu trochę zajmie zanim ona zniknie. Że przecież przyjechał do niej przyjaciel, dlaczego więc chce go zostawić samego w obcym kraju. I najważniejsze, że ona po prostu mu nie ufa i chce to wszystko usłyszeć sama.
- Mam Ci coś do powiedzenia. – odpowiedziała na to wszystko krótko, jednak zdradzając się, że łzy płyną jej po policzkach. - Przyjedź proszę.
Zobaczyła go. Niewyspany, nieuczesany bardziej niż zwykle. Poprawił odrobinę okulary przeciwsłoneczne, kiedy wysiadł ze swojego samochodu. W blasku porannego słońca wyglądał niesamowicie pociągająco. Nie był na nią zły, na pewno nie. Zwłaszcza, że wyszła na chodnik, a on uśmiechnął się do niej szczerze, kiedy opierał się o maskę swojej maszyny.
- Idziemy na kawę! – zawyrokowała, a tamten tylko się roześmiał. – Co?
- Za tą pobudkę, stawiasz jak nic. Chyba powinienem mieszkać bliżej? – zawiesił swoją rękę na jej ramieniu.
- Nie, dlaczego? I tak dałeś radę przyjechać. – odpowiedziała ze śmiechem, a on spostrzegł, że dawno jej takiej nie widział.
- Co ja z Tobą mam kobieto. – mruknął, ziewając, na co ona tylko ponownie się roześmiała. – Skąd Ty masz tyle siły? Przecież skończyliśmy tak późno.
- Pewna wiadomość nie pozwoliła mi zasnąć. Dlatego też proszę Ci o pomoc z Giulio, wiesz?
- Vitt, co się dzieje?
A ona po prostu przystanęła i mocno się do niego przytuliła. Nie za bardzo wiedział, co ma robić, ale objął ją całą i pocałował w czubek głowy.
- Myślę, że jestem szczęśliwa.
- Vittoria, ale… - oderwał ją od siebie i badawczo na nią spojrzał.
- Nie musisz się o nic martwić, gwarantuję Ci to. Po prostu muszę to załatwić i wtedy…
- Wtedy, co?
- Wtedy może być już wszystko dobrze. – odpowiedziała i uśmiechnęła się do niego tak, jak jeszcze nigdy, a potem najzwyczajniej w świecie wsiadła do jego samochodu.
Wiedziała, że to nie jest łatwe. Ani dla niej, ani dla niego, ani nawet dla Jakuba, który jak tylko dowiedział się o jej decyzji, nieźle zrugał ją przez telefon. Na szczęście byli już w drodze, bo jeszcze byłby w stanie do nich dołączyć. Thomas, co rusz pytał ją czy jest pewna swojej decyzji, czy może nie ma zamiaru wrócić do domu.
Do domu. To tak pięknie brzmiało w jego ustach. Tak, teraz mając Jakuba we Włoszech, można było powiedzieć, że to jest jej dom. Niestety, mimo wielu przekonywań przyjaciela, żeby spróbował wyjechać i leczyć tutaj, nie chciał o tym ani słyszeć. Mówił, że Italia to jest jej dom i teraz, chyba rzeczywiście mogła to poczuć.
- Jeżeli faktycznie nie masz zamiaru się wracać to…
- Nie mam. – przerwała mu, a tamten pokiwał głową.
- Więc jeszcze trochę i będziemy. Przygotuj się i… No, przygotuj się. – po prostu powiedział, nawet na nią nie spoglądając. Tak, dla niego to również było trudne, tylko, dlaczego aż tak bardzo?
- Ukrywasz coś przede mną? – zapytała wprost. – Czegoś mi nie mówisz?
- Po prostu wolałbym, żebyś się z nim nie spotkała, nie po tym wszystkim, co się stało.
I nic więcej nie powiedział na ten temat. Widziała, że się o nią martwi, każdy był nieprzychylny jej decyzjom, ale dlaczego to właśnie Beretta zachowywał się najgorzej spośród wszystkich jej przyjaciół?
Byli na miejscu, a przynajmniej tak powiedział jej Thomas. Szczerze mówiąc, okolica ją odrobinę zaskoczyła. To było całkowicie coś innego od tego, do czego przyzwyczaiła się, przez chwilę żyjąc w związku z Giulio. Zdecydowanie preferował centra miast, a także częste przenosiny, ot tak, bo jakiś kolega znalazł mu lepsze mieszkanie, bo chciał zobaczyć coś bliżej, ale nie chciał mieszkać w hotelu, bo marzył o danym miejscu i tak wciąż nie było mu mało. A jej pasował taki tryb życia, na tzw. Walizkach, ponieważ i ona od małego była do tego przyzwyczajona. Właściwie, w tamtym czasie, czuła, że znalazła swoją bratnią duszę, która dosłownie podzielała każdą jej opinię. Do czasu. Do czasu, kiedy Julia…
- Wspomnienia? – usłyszała jak przez mgłę i spostrzegła Thomasa, który nieśmiało się do niej uśmiechał. Pokiwała głową, a on zaraz objął ją swym ramieniem. – Dlatego nie chciałem, żebyś…
- Przestańcie mnie już w końcu pilnować, jak małą dziewczynkę. Prowadź mnie do Giulia i tyle. – odmruknęła, a tamten zabierając rękę, wskazał kierunek, gdzie to on całkiem niedawno spotkał chłopaka.
Właściwie to znajdowali się w górach, a zanim doszli do – jak się okazało – motelu, w którym pracował Giulio, musieli wejść po wielu kamiennych i dosyć stromych schodach. W takim krajobrazie jeszcze się nie obracała, nawet nie wiedziała jak ma się tutaj zachować. Było tu tak cicho, tak spokojnie i dosyć miło. Wolałaby zapamiętać ten widok w innych wspomnieniach, niż w takich, że zaraz spotka swojego byłego i… Właściwie, co teraz?
W głowie układała tą rozmowę wiele razy. Przez długi czas właściwie żyła tylko tym – możliwością wygarnięcia mu wszystkiego, co przeżyła przez niego i bez niego. Do dziś, była pewna, że wszystko pójdzie po jej po myśli, ale kiedy już się tutaj znajdowała do końca nie wiedziała, po co to robi. Po co jeszcze raz to przeżywać, po co pokazywać po sobie, że ją to poruszyło, po co to wszystko wyciągać? Owszem, miała ograniczony czas, a może i zaraz okaże się, że wciąż ma go tak wiele. Czy nie lepiej przeżyć go z przyjaciółmi w takiej rodzinnej atmosferze? Czy nie lepiej odpuścić sobie, bo przecież nic nie zmieni swoimi pretensjami?
Nawet nie spostrzegła, kiedy pojawiła się na samym szczycie schodów i w tyle daleko za sobą zostawiła Thomasa, który uważnie wciąż wspinał się za nią. Gdzieś parę stopni od niej, stanął wyraźnie zastygając i wpatrując się w jeden punkt. Zerknęła w tamto miejsce i właściwie zachowała się podobnie do siatkarza. Stał tam, ubrany w galowe spodnie, siwą koszulę oraz ciemną kamizelkę. Buty świeciły mu się z daleka, ponieważ szpice były idealnie wypastowane. Na głowie nienaganna fryzura, brakowało tylko, żeby ubrał kapelusz niczym starszy pan z klasą. Wyglądał naprawdę świetnie.
Nie widywała go takiego, nie znosił przebierać się w takie coś. Zazwyczaj chodził na luzie, włosy w wiecznym nieładzie i nie mogła go uprosić, żeby, chociaż trochę je przeczesał. Dodatkowo nie znosił się golić. Wtedy był sobą, a teraz, kiedy spoglądała na niego z daleka, nie mogła uwierzyć, że to mężczyzna, którego kiedyś tak mocno kochała, że aż urodziła mu dziecko.
- Pytam po raz ostatni…
- Skoro już tutaj jestem. – odpowiedziała cicho i tak samo ruszyła w jego stronę.
- Cześć. – usłyszała głos za sobą, a chłopak czyszcząc stoliki znajdujące się na zewnątrz, zamarł i odwrócił się powoli. Nie spodziewał się tego, to zrozumiałe. Ale kiedy spostrzegł jeszcze przy Thomasie właśnie ją, wyglądał jakby zobaczył ducha. – Możesz zrobić sobie chwilę?
Bez odpowiedzi kiwnął głową i odrzucił szmatę na drugi stolik, którym bez słowa zajął się inny kelner. Rozejrzał się dookoła i gestem ręki zaprosił ich odrobinę w bok budynku.
Vittoria z ledwością szła za nim. Czuła, że gdyby nie Thomas, nie dałaby sobie sama z tym rady. Gdyby nie to, że siatkarz kilkanaście razy upewniał się, czy na pewno chce tu być, to normalnie by teraz stchórzyła, odwróciłaby się na pięcie i stamtąd uciekła. Czuła, że to jest kolejny błąd, który popełniła. Mogła go posłuchać, mogła się tak nie unosić i stwierdzić, że ma rację. Że każdy ma rację, bo przecież ją przed tym ostrzegali, ale nie, bo uparła się jak koza.
- Nie mam za dużo czasu, więc…
- Nigdy go nie miałeś. – usłyszała samą siebie i zdziwiła się nieco, że jednak słowa wypływają z jej ust z taką prostotą, której nawet sama się nie spodziewała.
- Mylisz się.
- Dawno i nie prawda. – naskoczyła na niego.
- Więc, dlaczego tutaj jesteś?
- Nawet nie wiem. – mruknęła. – Głupio zrobiłam, ale właściwie, czego ja się spodziewałam? Że miło mnie przywitasz, zatroszczysz się o moje zdrowie, albo przeprosisz za wszystko i powiesz, że przykro Ci z powodu Julii, właściwie naszej córki?
Na wspomnienie o Julii odwrócił wzrok. Z niedowierzaniem spostrzegła, że stał ze załzawionymi oczami. Zerknęła na Thomasa, ale wbił swoje spojrzenie w Giulio, jakby coś chciał mu przekazać tym zmysłem.
- Kiedy mnie jest naprawdę przykro z powodu Julii i jeżeli myślisz, że mnie to nie ruszyło, to grubo się mylisz.
- Co Ty pieprzysz. Od tylu lat nie usłyszałam od Ciebie ani półsłówka na ten temat, ba, Ty nawet nie wiedziałeś, co się wtedy działo.
- Wiem o wszystkim. – wyszeptał, ocierając łzę. – Trafiłaś do psychiatryka, bo zginęli wszyscy Twoi bliscy, a ja…
- No właśnie, a Ty? Czym się wtedy zajmowałeś? Byłeś moim narzeczonym i…
- Szukałem winnego.
- Nie rozśmieszaj mnie, co mogłeś niby zrobić na własną rękę. – parsknęła śmiechem, ale kątem oka spostrzegła, że nikt się nie śmieje. Dodatkowo Thomas przekazywał mu jakieś informacje, które ten odczytywał z ruchu jego warg. – Ale, przepraszam, o co tutaj chodzi? Co on ma mi niby opowiedzieć?
Zdębiali oboje. Nie wiedzieli, że była mistrzem w odczytywaniu słów z ruchu warg i to w dwóch językach. W angielskim nie szło jej już tak dobrze, ale przecież nie byli tego świadomi. A te dwa języki przecież poniekąd były jej ojczystymi. Obserwowała ich reakcję. Nie wiedzieli, co mają zrobić, co powiedzieć, nawet jak się zachować. Wpatrywali się w siebie i kompletnie brakowało im słów.
- To może ja was zostawię. – usłyszała nagle ciche słowa Thomasa.
- Kuzyn, weź, nie zostawiaj. – mruknął tamten, a ona poczuła jakby ktoś uderzył ją mocno w policzek. – To znaczy…
- Kuzyn? Jesteście rodziną? – zapytała i zaszokowana zakryła sobie dłonią usta, czując jak do oczu napływają jej łzy. – Dlaczego… Czemu… Jak… Kiedy wy… Przecież…
- Sami dowiedzieliśmy się niedawno. – wytłumaczył Thomas. – Nie wiedzieliśmy tego na wyścigach, dopiero, kiedy… Kiedy chciałem to wszystko dla Ciebie wyjaśnić.
- Co wy takich bohaterów z siebie próbujecie zrobić? – wykrzyknęła. – Co i Ty chciałeś wyjaśniać?
- Poznaliśmy się przypadkiem przez jednego znajomego i kiedy o wszystkim się dowiedziałem to chciałem to jakoś wyjaśnić, no i pomogła mi w tym moja rodzina. – plątał się Beretta.
- Co Twoja rodzina ma do tego?
- Jego rodzina to też moja rodzina. – spokojnie odpowiedział Giulio.
- Ale jak mogliście nie wiedzieć, że…
- Mamy inne nazwiska, przecież.
- No tak, ale…
- Poza tym, to nie chodzi o tego typu rodzinę. – wyjaśnił krótko Thomas, a ona była na tyle inteligentna, że w mig zrozumiała, o jakiej rodzinie mówi. – I wiesz, że lepiej tego nie wiedzieć.
Wiedziała, o czym mówią. Dorastała w Italii, gdzie o takich sprawach nie mówiło się głośno. Przed którymi ostrzegali ją rodzice, zwłaszcza mama. Mówiła, że sama tego doświadczyła, żeby uważała, żeby nie wplątywała się w jakieś towarzystwo. Dlatego tak bardzo nie lubiła, kiedy ta buntowała się i szła na zawody. Jak widać, dopiero po latach dowiedziała się, że trafiła na to „złe towarzystwo”.
- Czy wiecie, czy moja rodzina…?
- Tak. Nazywałaś się Russo, jednak żeby Cię chronić, tata przyjął nazwisko mamy „Nowak”
- Dlatego nikt nie wytykał mnie palcem w Polsce, za to we Włoszech nie do końca rozumieli, że moja matka jest Polką.
- Dokładnie tak. – pokiwał głową jej były - O to właśnie prosił mnie przed chwilą Thomas. Dlatego, usiądźmy i opowiem Ci o wiele więcej. – zaproponował on, a ona zdumiewając ich oboje, zasiadła przy pierwszym lepszym stoliku i utkwiła w nim zaciekawiony wzrok.
Po tej rozmowie nie wiedziała, co ma myśleć. Dziwiło ją, że ot tak zaufała Giulio. Może gdyby nie było tam Thomasa, nie odważyłaby się na taki krok. Jednak mimo tego, że okazał się być kuzynem jej byłego, jakoś wciąż mu ufała. On sam nie był zresztą jakoś specjalnie rozmowny. Siedział i obserwował Giulio, ale także i jej reakcje. Wiedziała, że te były dosyć specyficzne. Jednak jak ma się zachowywać osoba, która po tylu latach w końcu dowiaduje się całej prawdy? Może i nie od osoby, której powinna uwierzyć we wszystko, jednak nie wydawało się, że chce ją okłamać. Chyba, że tak dobrze grał, ponieważ w niektórych momentach ocierał łzy albo wstawał i wracał dopiero po chwili. Więc czy w tamtym momencie mogła mu nie wierzyć?
Zerknęła na Thomasa. Od początku podróży nie zamienili ze sobą ani słowa. Wiele razy chciał coś powiedzieć, jednak zawsze rezygnował. W ciszy prowadził bezpiecznie samochód, dając jej tym samym w pewien sposób czas do poukładania sobie tego wszystkiego. A było co, naprawdę. Każda nowa informacja dosłownie zbijała ją z nóg, dlatego dobrze, że siedziała wtedy na drewnianych ławach, bo inaczej byłoby źle.
W końcu nie, na co dzień człowiek dowiaduje się, jak miał na nazwisko własny ojciec i że na pewno nie jest to nazwisko, które nosił całe swoje życie, aż do ślubu. Powinna się nazwać Vittoria Russo, a w rzeczywistości jest Wiktorią Nowak. Ale to jeszcze nic, chociaż rzeczywiście może to negatywnie wpłynąć na człowieka, zwłaszcza, że można zacząć wątpić w swoją tożsamość. Bo jeżeli nie wie się takich rzeczy, jeżeli ma się wątpliwości, co do swojego prawdziwego nazwiska, to czy można wiedzieć, kim tak naprawdę jest? Ale ona wiedziała. Była córką człowieka, który odszedł z mafii. Brzmi niewiarygodnie, ale jemu się udało. Jako tako. Właśnie, dlatego ojciec zmienił nazwisko na Nowak i dlatego wciąż przemieszczali się po całej Italii. Dlatego spędzała wakacje w Polsce i to wszystko, co się działo, działo się z troski rodziców, którzy chcieli uwolnić się z tych chorych ugrupowań. Naprawdę prawie się udało. Ponieważ wypadek, któremu ulegli, nie był przez przypadek. Giulio opowiedział jej, że to wszystko było ustalone. Że mieli nadzieję, że jedzie razem z nimi, że zginą wszyscy. On wiedział o tym wszystkim doskonale, dlatego robił wszystko, by móc wysłać ją do Polski. Żeby tam była bezpieczna, w końcu tam Jakub się nią opiekował, specjalnie robiąc specjalizację z tego, co jej dolegało. Wbrew pozorom Giulio cały czas kontaktował się z Jakubem i informowali się o wszystkim nawzajem, ale umówili się, że to nigdy nie wyjdzie na światło dzienne. Dlatego Jakub tak bardzo nie chciał, by to wszystko usłyszała. Mimo że nigdy wcześniej nie był w Italii, wiedział o wszystkim. Wiedział nawet o wypadku, że byli to ludzie z ich wyścigów. Osobiście wielu z nich kojarzyła, a ci nowi po prostu pomagali tamtym, w końcu całość stała się po prostu młodszą grupą podlegającą mafii. I to była chyba cała jej historia. Jak widać, Jakub był zamieszany w to od samego początku, jednak wbrew pozorom nie było tak z Sarą. Sara pomagała tylko jej i wiedziała tyle, co ona jej przekazała. A skoro ona nie wiedziała za dużo…
Tak, to właśnie mężczyźni kierowali jej życiem.
***
Właśnie przez te myśli nie mogła spać. Poza tym, on spał tuż obok i przeraźliwie chrapał. Był strasznie zmęczony, obserwowała całą noc jak leżał w jednej pozycji, co chwilę tylko poruszając kończynami. Co miał w tej głowie, nawet teraz podczas snu? Miała dosyć tajemnic. Długo o tym myślała, ale teraz postanowiła już na dobre.
Zerknęła na zegarek – 5:00. No w sumie nie długo leżała przyglądając się Jakubowi. Przyjaciele zebrali się spać koło 1. A ona wciąż chodziła po mieszkaniu. Tak więc, mimo nieprzespanej nocy postanowiła zrobić sobie kawę. Kawę i załatwić to, co już dawno powinno być wykonane.
„Zabierzesz mnie do Giulia?”
Odpowiedź długo nie nadchodziła. Jednak zamiast zwrotnej wiadomości, na wyświetlaczu pojawiła się informacja, że ktoś do niej dzwoni. Thomas. Westchnęła. Będzie się martwił, na pewno. Dlatego też dzwoni, bo inaczej po prostu by odpisał. Poza tym, może go obudziła. W końcu jest dopiero przed 6.
Odebrała, ale nie spodziewała się, że usłyszy aż takie pretensje. Nie, że go obudziła. Tylko, że prosi go o coś, co na pewno nie jest dla niej łatwe. Że się martwi. Nie chce, żeby popełniła jakiś błąd. Nie chce znów Julii, bo jemu trochę zajmie zanim ona zniknie. Że przecież przyjechał do niej przyjaciel, dlaczego więc chce go zostawić samego w obcym kraju. I najważniejsze, że ona po prostu mu nie ufa i chce to wszystko usłyszeć sama.
- Mam Ci coś do powiedzenia. – odpowiedziała na to wszystko krótko, jednak zdradzając się, że łzy płyną jej po policzkach. - Przyjedź proszę.
Zobaczyła go. Niewyspany, nieuczesany bardziej niż zwykle. Poprawił odrobinę okulary przeciwsłoneczne, kiedy wysiadł ze swojego samochodu. W blasku porannego słońca wyglądał niesamowicie pociągająco. Nie był na nią zły, na pewno nie. Zwłaszcza, że wyszła na chodnik, a on uśmiechnął się do niej szczerze, kiedy opierał się o maskę swojej maszyny.
- Idziemy na kawę! – zawyrokowała, a tamten tylko się roześmiał. – Co?
- Za tą pobudkę, stawiasz jak nic. Chyba powinienem mieszkać bliżej? – zawiesił swoją rękę na jej ramieniu.
- Nie, dlaczego? I tak dałeś radę przyjechać. – odpowiedziała ze śmiechem, a on spostrzegł, że dawno jej takiej nie widział.
- Co ja z Tobą mam kobieto. – mruknął, ziewając, na co ona tylko ponownie się roześmiała. – Skąd Ty masz tyle siły? Przecież skończyliśmy tak późno.
- Pewna wiadomość nie pozwoliła mi zasnąć. Dlatego też proszę Ci o pomoc z Giulio, wiesz?
- Vitt, co się dzieje?
A ona po prostu przystanęła i mocno się do niego przytuliła. Nie za bardzo wiedział, co ma robić, ale objął ją całą i pocałował w czubek głowy.
- Myślę, że jestem szczęśliwa.
- Vittoria, ale… - oderwał ją od siebie i badawczo na nią spojrzał.
- Nie musisz się o nic martwić, gwarantuję Ci to. Po prostu muszę to załatwić i wtedy…
- Wtedy, co?
- Wtedy może być już wszystko dobrze. – odpowiedziała i uśmiechnęła się do niego tak, jak jeszcze nigdy, a potem najzwyczajniej w świecie wsiadła do jego samochodu.
Wiedziała, że to nie jest łatwe. Ani dla niej, ani dla niego, ani nawet dla Jakuba, który jak tylko dowiedział się o jej decyzji, nieźle zrugał ją przez telefon. Na szczęście byli już w drodze, bo jeszcze byłby w stanie do nich dołączyć. Thomas, co rusz pytał ją czy jest pewna swojej decyzji, czy może nie ma zamiaru wrócić do domu.
Do domu. To tak pięknie brzmiało w jego ustach. Tak, teraz mając Jakuba we Włoszech, można było powiedzieć, że to jest jej dom. Niestety, mimo wielu przekonywań przyjaciela, żeby spróbował wyjechać i leczyć tutaj, nie chciał o tym ani słyszeć. Mówił, że Italia to jest jej dom i teraz, chyba rzeczywiście mogła to poczuć.
- Jeżeli faktycznie nie masz zamiaru się wracać to…
- Nie mam. – przerwała mu, a tamten pokiwał głową.
- Więc jeszcze trochę i będziemy. Przygotuj się i… No, przygotuj się. – po prostu powiedział, nawet na nią nie spoglądając. Tak, dla niego to również było trudne, tylko, dlaczego aż tak bardzo?
- Ukrywasz coś przede mną? – zapytała wprost. – Czegoś mi nie mówisz?
- Po prostu wolałbym, żebyś się z nim nie spotkała, nie po tym wszystkim, co się stało.
I nic więcej nie powiedział na ten temat. Widziała, że się o nią martwi, każdy był nieprzychylny jej decyzjom, ale dlaczego to właśnie Beretta zachowywał się najgorzej spośród wszystkich jej przyjaciół?
Byli na miejscu, a przynajmniej tak powiedział jej Thomas. Szczerze mówiąc, okolica ją odrobinę zaskoczyła. To było całkowicie coś innego od tego, do czego przyzwyczaiła się, przez chwilę żyjąc w związku z Giulio. Zdecydowanie preferował centra miast, a także częste przenosiny, ot tak, bo jakiś kolega znalazł mu lepsze mieszkanie, bo chciał zobaczyć coś bliżej, ale nie chciał mieszkać w hotelu, bo marzył o danym miejscu i tak wciąż nie było mu mało. A jej pasował taki tryb życia, na tzw. Walizkach, ponieważ i ona od małego była do tego przyzwyczajona. Właściwie, w tamtym czasie, czuła, że znalazła swoją bratnią duszę, która dosłownie podzielała każdą jej opinię. Do czasu. Do czasu, kiedy Julia…
- Wspomnienia? – usłyszała jak przez mgłę i spostrzegła Thomasa, który nieśmiało się do niej uśmiechał. Pokiwała głową, a on zaraz objął ją swym ramieniem. – Dlatego nie chciałem, żebyś…
- Przestańcie mnie już w końcu pilnować, jak małą dziewczynkę. Prowadź mnie do Giulia i tyle. – odmruknęła, a tamten zabierając rękę, wskazał kierunek, gdzie to on całkiem niedawno spotkał chłopaka.
Właściwie to znajdowali się w górach, a zanim doszli do – jak się okazało – motelu, w którym pracował Giulio, musieli wejść po wielu kamiennych i dosyć stromych schodach. W takim krajobrazie jeszcze się nie obracała, nawet nie wiedziała jak ma się tutaj zachować. Było tu tak cicho, tak spokojnie i dosyć miło. Wolałaby zapamiętać ten widok w innych wspomnieniach, niż w takich, że zaraz spotka swojego byłego i… Właściwie, co teraz?
W głowie układała tą rozmowę wiele razy. Przez długi czas właściwie żyła tylko tym – możliwością wygarnięcia mu wszystkiego, co przeżyła przez niego i bez niego. Do dziś, była pewna, że wszystko pójdzie po jej po myśli, ale kiedy już się tutaj znajdowała do końca nie wiedziała, po co to robi. Po co jeszcze raz to przeżywać, po co pokazywać po sobie, że ją to poruszyło, po co to wszystko wyciągać? Owszem, miała ograniczony czas, a może i zaraz okaże się, że wciąż ma go tak wiele. Czy nie lepiej przeżyć go z przyjaciółmi w takiej rodzinnej atmosferze? Czy nie lepiej odpuścić sobie, bo przecież nic nie zmieni swoimi pretensjami?
Nawet nie spostrzegła, kiedy pojawiła się na samym szczycie schodów i w tyle daleko za sobą zostawiła Thomasa, który uważnie wciąż wspinał się za nią. Gdzieś parę stopni od niej, stanął wyraźnie zastygając i wpatrując się w jeden punkt. Zerknęła w tamto miejsce i właściwie zachowała się podobnie do siatkarza. Stał tam, ubrany w galowe spodnie, siwą koszulę oraz ciemną kamizelkę. Buty świeciły mu się z daleka, ponieważ szpice były idealnie wypastowane. Na głowie nienaganna fryzura, brakowało tylko, żeby ubrał kapelusz niczym starszy pan z klasą. Wyglądał naprawdę świetnie.
Nie widywała go takiego, nie znosił przebierać się w takie coś. Zazwyczaj chodził na luzie, włosy w wiecznym nieładzie i nie mogła go uprosić, żeby, chociaż trochę je przeczesał. Dodatkowo nie znosił się golić. Wtedy był sobą, a teraz, kiedy spoglądała na niego z daleka, nie mogła uwierzyć, że to mężczyzna, którego kiedyś tak mocno kochała, że aż urodziła mu dziecko.
- Pytam po raz ostatni…
- Skoro już tutaj jestem. – odpowiedziała cicho i tak samo ruszyła w jego stronę.
- Cześć. – usłyszała głos za sobą, a chłopak czyszcząc stoliki znajdujące się na zewnątrz, zamarł i odwrócił się powoli. Nie spodziewał się tego, to zrozumiałe. Ale kiedy spostrzegł jeszcze przy Thomasie właśnie ją, wyglądał jakby zobaczył ducha. – Możesz zrobić sobie chwilę?
Bez odpowiedzi kiwnął głową i odrzucił szmatę na drugi stolik, którym bez słowa zajął się inny kelner. Rozejrzał się dookoła i gestem ręki zaprosił ich odrobinę w bok budynku.
Vittoria z ledwością szła za nim. Czuła, że gdyby nie Thomas, nie dałaby sobie sama z tym rady. Gdyby nie to, że siatkarz kilkanaście razy upewniał się, czy na pewno chce tu być, to normalnie by teraz stchórzyła, odwróciłaby się na pięcie i stamtąd uciekła. Czuła, że to jest kolejny błąd, który popełniła. Mogła go posłuchać, mogła się tak nie unosić i stwierdzić, że ma rację. Że każdy ma rację, bo przecież ją przed tym ostrzegali, ale nie, bo uparła się jak koza.
- Nie mam za dużo czasu, więc…
- Nigdy go nie miałeś. – usłyszała samą siebie i zdziwiła się nieco, że jednak słowa wypływają z jej ust z taką prostotą, której nawet sama się nie spodziewała.
- Mylisz się.
- Dawno i nie prawda. – naskoczyła na niego.
- Więc, dlaczego tutaj jesteś?
- Nawet nie wiem. – mruknęła. – Głupio zrobiłam, ale właściwie, czego ja się spodziewałam? Że miło mnie przywitasz, zatroszczysz się o moje zdrowie, albo przeprosisz za wszystko i powiesz, że przykro Ci z powodu Julii, właściwie naszej córki?
Na wspomnienie o Julii odwrócił wzrok. Z niedowierzaniem spostrzegła, że stał ze załzawionymi oczami. Zerknęła na Thomasa, ale wbił swoje spojrzenie w Giulio, jakby coś chciał mu przekazać tym zmysłem.
- Kiedy mnie jest naprawdę przykro z powodu Julii i jeżeli myślisz, że mnie to nie ruszyło, to grubo się mylisz.
- Co Ty pieprzysz. Od tylu lat nie usłyszałam od Ciebie ani półsłówka na ten temat, ba, Ty nawet nie wiedziałeś, co się wtedy działo.
- Wiem o wszystkim. – wyszeptał, ocierając łzę. – Trafiłaś do psychiatryka, bo zginęli wszyscy Twoi bliscy, a ja…
- No właśnie, a Ty? Czym się wtedy zajmowałeś? Byłeś moim narzeczonym i…
- Szukałem winnego.
- Nie rozśmieszaj mnie, co mogłeś niby zrobić na własną rękę. – parsknęła śmiechem, ale kątem oka spostrzegła, że nikt się nie śmieje. Dodatkowo Thomas przekazywał mu jakieś informacje, które ten odczytywał z ruchu jego warg. – Ale, przepraszam, o co tutaj chodzi? Co on ma mi niby opowiedzieć?
Zdębiali oboje. Nie wiedzieli, że była mistrzem w odczytywaniu słów z ruchu warg i to w dwóch językach. W angielskim nie szło jej już tak dobrze, ale przecież nie byli tego świadomi. A te dwa języki przecież poniekąd były jej ojczystymi. Obserwowała ich reakcję. Nie wiedzieli, co mają zrobić, co powiedzieć, nawet jak się zachować. Wpatrywali się w siebie i kompletnie brakowało im słów.
- To może ja was zostawię. – usłyszała nagle ciche słowa Thomasa.
- Kuzyn, weź, nie zostawiaj. – mruknął tamten, a ona poczuła jakby ktoś uderzył ją mocno w policzek. – To znaczy…
- Kuzyn? Jesteście rodziną? – zapytała i zaszokowana zakryła sobie dłonią usta, czując jak do oczu napływają jej łzy. – Dlaczego… Czemu… Jak… Kiedy wy… Przecież…
- Sami dowiedzieliśmy się niedawno. – wytłumaczył Thomas. – Nie wiedzieliśmy tego na wyścigach, dopiero, kiedy… Kiedy chciałem to wszystko dla Ciebie wyjaśnić.
- Co wy takich bohaterów z siebie próbujecie zrobić? – wykrzyknęła. – Co i Ty chciałeś wyjaśniać?
- Poznaliśmy się przypadkiem przez jednego znajomego i kiedy o wszystkim się dowiedziałem to chciałem to jakoś wyjaśnić, no i pomogła mi w tym moja rodzina. – plątał się Beretta.
- Co Twoja rodzina ma do tego?
- Jego rodzina to też moja rodzina. – spokojnie odpowiedział Giulio.
- Ale jak mogliście nie wiedzieć, że…
- Mamy inne nazwiska, przecież.
- No tak, ale…
- Poza tym, to nie chodzi o tego typu rodzinę. – wyjaśnił krótko Thomas, a ona była na tyle inteligentna, że w mig zrozumiała, o jakiej rodzinie mówi. – I wiesz, że lepiej tego nie wiedzieć.
Wiedziała, o czym mówią. Dorastała w Italii, gdzie o takich sprawach nie mówiło się głośno. Przed którymi ostrzegali ją rodzice, zwłaszcza mama. Mówiła, że sama tego doświadczyła, żeby uważała, żeby nie wplątywała się w jakieś towarzystwo. Dlatego tak bardzo nie lubiła, kiedy ta buntowała się i szła na zawody. Jak widać, dopiero po latach dowiedziała się, że trafiła na to „złe towarzystwo”.
- Czy wiecie, czy moja rodzina…?
- Tak. Nazywałaś się Russo, jednak żeby Cię chronić, tata przyjął nazwisko mamy „Nowak”
- Dlatego nikt nie wytykał mnie palcem w Polsce, za to we Włoszech nie do końca rozumieli, że moja matka jest Polką.
- Dokładnie tak. – pokiwał głową jej były - O to właśnie prosił mnie przed chwilą Thomas. Dlatego, usiądźmy i opowiem Ci o wiele więcej. – zaproponował on, a ona zdumiewając ich oboje, zasiadła przy pierwszym lepszym stoliku i utkwiła w nim zaciekawiony wzrok.
Po tej rozmowie nie wiedziała, co ma myśleć. Dziwiło ją, że ot tak zaufała Giulio. Może gdyby nie było tam Thomasa, nie odważyłaby się na taki krok. Jednak mimo tego, że okazał się być kuzynem jej byłego, jakoś wciąż mu ufała. On sam nie był zresztą jakoś specjalnie rozmowny. Siedział i obserwował Giulio, ale także i jej reakcje. Wiedziała, że te były dosyć specyficzne. Jednak jak ma się zachowywać osoba, która po tylu latach w końcu dowiaduje się całej prawdy? Może i nie od osoby, której powinna uwierzyć we wszystko, jednak nie wydawało się, że chce ją okłamać. Chyba, że tak dobrze grał, ponieważ w niektórych momentach ocierał łzy albo wstawał i wracał dopiero po chwili. Więc czy w tamtym momencie mogła mu nie wierzyć?
Zerknęła na Thomasa. Od początku podróży nie zamienili ze sobą ani słowa. Wiele razy chciał coś powiedzieć, jednak zawsze rezygnował. W ciszy prowadził bezpiecznie samochód, dając jej tym samym w pewien sposób czas do poukładania sobie tego wszystkiego. A było co, naprawdę. Każda nowa informacja dosłownie zbijała ją z nóg, dlatego dobrze, że siedziała wtedy na drewnianych ławach, bo inaczej byłoby źle.
W końcu nie, na co dzień człowiek dowiaduje się, jak miał na nazwisko własny ojciec i że na pewno nie jest to nazwisko, które nosił całe swoje życie, aż do ślubu. Powinna się nazwać Vittoria Russo, a w rzeczywistości jest Wiktorią Nowak. Ale to jeszcze nic, chociaż rzeczywiście może to negatywnie wpłynąć na człowieka, zwłaszcza, że można zacząć wątpić w swoją tożsamość. Bo jeżeli nie wie się takich rzeczy, jeżeli ma się wątpliwości, co do swojego prawdziwego nazwiska, to czy można wiedzieć, kim tak naprawdę jest? Ale ona wiedziała. Była córką człowieka, który odszedł z mafii. Brzmi niewiarygodnie, ale jemu się udało. Jako tako. Właśnie, dlatego ojciec zmienił nazwisko na Nowak i dlatego wciąż przemieszczali się po całej Italii. Dlatego spędzała wakacje w Polsce i to wszystko, co się działo, działo się z troski rodziców, którzy chcieli uwolnić się z tych chorych ugrupowań. Naprawdę prawie się udało. Ponieważ wypadek, któremu ulegli, nie był przez przypadek. Giulio opowiedział jej, że to wszystko było ustalone. Że mieli nadzieję, że jedzie razem z nimi, że zginą wszyscy. On wiedział o tym wszystkim doskonale, dlatego robił wszystko, by móc wysłać ją do Polski. Żeby tam była bezpieczna, w końcu tam Jakub się nią opiekował, specjalnie robiąc specjalizację z tego, co jej dolegało. Wbrew pozorom Giulio cały czas kontaktował się z Jakubem i informowali się o wszystkim nawzajem, ale umówili się, że to nigdy nie wyjdzie na światło dzienne. Dlatego Jakub tak bardzo nie chciał, by to wszystko usłyszała. Mimo że nigdy wcześniej nie był w Italii, wiedział o wszystkim. Wiedział nawet o wypadku, że byli to ludzie z ich wyścigów. Osobiście wielu z nich kojarzyła, a ci nowi po prostu pomagali tamtym, w końcu całość stała się po prostu młodszą grupą podlegającą mafii. I to była chyba cała jej historia. Jak widać, Jakub był zamieszany w to od samego początku, jednak wbrew pozorom nie było tak z Sarą. Sara pomagała tylko jej i wiedziała tyle, co ona jej przekazała. A skoro ona nie wiedziała za dużo…
Tak, to właśnie mężczyźni kierowali jej życiem.
***
Dosłownie nie
mogłam przestać pisać tego rozdziału! Jak tak to nie mogłam ruszyć, jak
przyszło do pisania to nie mogłam przestać. Oczywiście, z przerwami, bo były
momenty, że miałam ochotę usunąć cały ten rozdział. A jednak, został i jest częścią
tej historii. Jak Wam się podobało? Spodziewałyście się czegoś takiego?
Tak właściwie, muszę się Wam przyznać - Teraz jedne z moich ulubionych rozdziałów, mam nadzieję, że i Wam będzie się je miło czytało, a przede wszystkim, że pozytywnie je odbierzecie.
Tak właściwie, muszę się Wam przyznać - Teraz jedne z moich ulubionych rozdziałów, mam nadzieję, że i Wam będzie się je miło czytało, a przede wszystkim, że pozytywnie je odbierzecie.
Co do mojego
drugiego opowiadania – DZIĘKUJĘ! Faktycznie już ruszyło, ale nie powiadamiałam,
ponieważ chciałam zrobić to tutaj. Dlatego nie gniewam się, że nie
zauważyłyście ;) Także, oficjalny start (dawno, bo dawno) 1.06 już był, a teraz
stopniowo nowe rozdziały, które naprawdę nie są dla mnie łatwe, dlatego zabiorą
mi trochę więcej czasu, by przelać je do Worda. A skoro za trochę koniec tego
opowiadania, zostanę z tym drugim, to na pewno. I to będzie moja najbliższa
przyszłość w tym miejscu ;)
Dzięki, że nadal ze
mną jesteście! Od teraz tu i tam :D
Pozdrawiam, ślę
buziaki i życzę spokojnego wakacyjnego odpoczynku!
:OOO
OdpowiedzUsuńNie wiem, co powinnam napisać. Początkowo byłam trochę zdezorientowana - nie wiedziałam kto z kim rozmawia, kto i dokąd jedzie, nie wiedziałam w jakim celu i właściwie czemu tak nagle.
A tu proszę - Giulio. Pomyślałabym raczej, że rozwiniesz wątek tajemniczego pytania Jakuba. Zaskoczyłaś mnie; nie tylko całą historią z mafią (która ma niemały potencjał do osobnej opowieści!), ale i nagłą zmianą nastrojów. Thomas i Giulio kuzynami? Jakub współpracujący z Giulio?! Mój Boże, co tu się stało? :D
Wszyscy działali w taki sposób, żeby Vittorii pomóc. Ale nie zdziwiłabym się, gdyby dziewczyna poczuła się teraz osaczona przez tych wszystkich, którzy wiedzieli o niej więcej, niż ona sama. Tyle nadzwyczajnych wiadomości naraz na pewno ją przytłoczyło. Właściwie tylko Sara nie jest zamieszana w całą tą sprawę, chociaż czy właściwie na pewno...?
Nie mam kompletnie żadnego pomysłu, jak to wszystko się skończy. Jak Vitt będzie teraz traktowała wszystkie te osoby, które tak długo ukrywały przed nią prawdę. Jak wygląda sprawa z jej chorobą.
Pozostaje mi czekać, bo nie jestem już niczego pewna.
Buziaki! :)
O, podpisuję się rękami i nogami pod tym, co napisała Devoid. Na początku ja również byłam zdezorientowana, chociaż w sumie domyślałam się, że może chodzić o Thomasa i wyprawę do Giulio.
OdpowiedzUsuńAle jeśli chodzi o resztę wydarzeń wciąż nie rozumiem. Wszystko tutaj jest bardzo intrygujące i pozytywnie zagmatwane, przez co pewnie do końca nie będziemy mogły być pewne tego, co się wydarzy. Piękne opisy schodów i krajobrazu, którym mogliby delektować się Vitt i Thomas (wyobrażałam to sobie, czytając i jestem zachwycona) stają się nieistotne w obliczu fabuły i wszystkich informacji, jakie dziewczyna otrzymała od Giulio.
Okazuje się, że całe jej życie było w pewien sposób ustawione. Nic nie działo się bez przyczyny, a jej przyjaciele byli tylko aktorami. Jedyna Sara nie miała z tym nic wspólnego. Z jednej strony jestem w stanie zrozumieć ich troskę itd., ale staram się też myśleć, jak Vitt. Z jej perspektywy wszystko może wyglądać zupełnie inaczej.
Jakub specjalizował się w tym, na co cierpiała Wiktoria. Zastanawiam się, jaki on ma wpływ na tę historię. Może temat ten był poruszany we wcześniejszych rozdziałach i nie pamiętam, ale czy Vitt znała go, nim została jego pacjentką? Mimo wielu odpowiedzi, jakie uzyskaliśmy, wciąż zostaje wiele pytań, na które chce poznać odpowiedzi. Albo źle czytam między wersami i te odpowiedzi już tutaj padły xD
Dowiedzenie się o swojej prawdziwej tożsamości faktycznie może być szokiem, ale myślę, że w obliczu wszystkich innych wiadomości to mało istotne (choć Wiktoria chyba odbiera to inaczej).
Vitt wylądowała w psychiatryku. Julia prawdopodobnie jest obrazem jej wyobraźni. Intryguje mnie, czy ona wciąż ma problemy psychiczne? W takiej sytuacji Jakub chyba nie pozwoliłby jej samej jechać do Włoch, chociaż nie wiem...
Choroby psychiczne nie są śmiertelne, a Jakub powiedział, że Vitt został rok (o ile dobrze pamiętam). Czy zatem jest także chora na coś innego? Czy Jakub ją okłamał?
Przepraszam, jeśli coś pomieszałam. Mam wakacje i nie potrafię zbyt intensywnie myśleć ;_;
Czekam na ciąg dalszy i więcej odpowiedzi!
Pozdrawiam gorąco :*
zostan-z-nami.blogspot.com
uciekam-przed-miloscia.blogspot.com