9 kwietnia 2016

Capitolo il diciottesimo

Bz, bz, bz, bz… I tak bez końca. To zdecydowanie nie był najmilszy dźwięk na świecie, nawet jeśli rozlegał się z daleka. Poruszyła ręką, chcąc odgonić go niczym natrętną muchę, ale on zrobił się jakiś taki głośniejszy. I przy okazji, właśnie wibrował przy jej uchu. No chyba to już była przesada.
- No co… - zajęczała i przed sobą miała litanię SMS:
„No co Ty! Co tam się dzieje?!”
„Nie mów mi, że byłaś na imprezie i piłaś, albo chociaż zaszalałaś…”
„Jest nad ranem, jeżeli ja nie spałem całą noc, a na rano do pracy, to i Ty nie powinnaś teraz spać – za to, że mnie obudziłaś!”
„Myślałem, że mam wezwanie! A potem bałem się, że coś się stało! A Ty pewnie leżysz na kacu!”
„Tak się nie będziemy bawić. Za niedługo chyba wezmę urlop i normalnie zajadę do Ciebie!”
„Wiktoria, nie osłabiaj mnie, proszę. Co tam się do diaska dzieje? Pisałaś jakoś chaotycznie.”
„Martwię się wariatko, potrzebujesz mnie tutaj?”
Nie rozumiała nic z tego, co właśnie próbowała czytać. O co mu chodzi? Czy ten człowiek jest pijany? Te wiadomości zdecydowanie ją przytłoczyły. Ledwo patrząc na oczy, wcisnęła coś na ekranie, po czym odłożyła telefon i przewróciła się na drugi bok.
- Jeszcze pięć minut.
- Myślałem, że ten dźwięk nigdy nie przestanie. – mruknął ktoś, ale ona tylko naciągnęła kołdrę po same uszy, jakby kompletnie ignorując tego kogoś. – Dzięki Ci.
- Nie wytrzymam… Zrób coś z tym telefonem, no litości. – usłyszała jakiś męski głos, któremu niemal od razu przyznała rację. Coś trzeba było, ale trochę szkoda go zrzucać czy wyrzucać. – Odbierz to. Daj żyć.
- No halo… - zajęczała w słuchawkę, ale w odpowiedzi usłyszała krótkie: „Będę wieczorem. Szczegóły wyślę Ci SMS.” Po czym telefon się urwał. – Bądź sobie kiedy chcesz, człowieku trujesz mi dupę od rana.
- Wiesz? – mruknęła na znak, że słucha. – Tak właściwie to już jest prawie wieczór.
- Co?! – nagle oprzytomniała, krzycząc i zbierając do bardziej ludzkiej pozycji, jaką jest siad po turecku. Światło zaczęło ją niesamowicie razić, dlatego zamknęła oczy i dopiero odwracając głowę, uchyliła powoli jedną powiekę.
- Wciąż dzień dobry księżniczko. – ponownie usłyszała męski głos, ale dopiero po chwili oprzytomnienia doszło do niej, kto mówi. – Jak się spało?
- Matko kochana, Thomas… Co się dzieje? – wyjęczała płaczliwie, starając się rozejrzeć dookoła i coś skojarzyć.

To był „nieźle” zaczęty dzień. Właściwie tak jak powiedział Thomas – prawie wieczór. Długo musiał jej wszystko tłumaczyć, ale chłopak dawał radę. Czuła się jak ostatnia pijaczka, którą musiał się zajmować. Nie obyło się także bez obecności Julii, kiedy już kompletnie spanikowała, ale na szczęście szybko udało się ją pożegnać. Martwiła się także o ich relację, zwłaszcza, gdy zobaczyła go śpiącego z nią w jednym łóżku. Wytłumaczył jej, że wybrali ten pokój ze względu na dwa osobne, ale dosyć duże posłania, a ona akurat zaczęła panikę, kiedy oboje padali po imprezie no i nie mógł jej zostawić. Wierzyła mu, dlaczego miałaby nie? Zwłaszcza, że wszystkie ubrania były na swoim miejscu, a ona po prostu miała kaca – zarówno tego moralnego, jak i alkoholowego.
A teraz siedziała w salonie przyjaciół tępo wpatrując się w punkt przed siebie. Musiała przyjaciołom wytłumaczyć to, co stało się poprzedniego dnia, ale jakoś tak trudno było jej zacząć. Miała ochotę iść spać, chciała się z tym wszystkim przespać, ale już na spokojnie. A obiecała, że powie im to dziś, właśnie teraz. Oni z kolei rozumieli, że nie można jej pospieszać, ale i tak czuła to napięcie w powietrzu.
- Wiem, że nie powinnam była pić. – mruknęła na początek. – Ale był ze mną Thomas i jak widać dał sobie radę. A teraz pewnie słodko śpi, kochany.
- A dlaczego piłaś? Przecież obiecałaś nam, że już tak nie będzie. Co tym razem?
- Wy myślicie, że jestem alkoholiczką? – oburzyła się. – Nie, nie jestem nią i na pewno nią nie będę.
- Więc jaki jest powód?
-  Thomas mi coś powiedział. Wczoraj, kiedy się spotkaliśmy.
- Czemu wcześniej tego nie zrobił? – niecierpliwiła się już Sara, próbując wyciągnąć od niej w końcu jakieś informacje.
- Bo dziwnym trafem dowiedział się tego ostatnio od… od niego. Od, no wiecie, kogo… No od niego. Od tego…. Od Giulio. – wyjęczała w końcu, a przyjaciółka aż krzyknęła. – No od niego.
- Czy Ty na pewno już w miarę wytrzeźwiałaś? – rzucił Alessandro, ale zaraz chrząknął wiedząc, że nieco przesadził. – To znaczy, jak od niego?
- Musicie zapytać o to Thomasa.
- A Ty mu niby wierzysz?
- A dlaczego nie? Ty nie wierzyłbyś, że Twój ojciec, rodowity Włoch był związany z mafią? – prychnęła. – A przepraszam, zapomniałam Twój ojciec wciąż żyje, zobacz, jakim jesteś szczęściarzem.
- Vitt, to nie tak…
- A jak?! Myślisz, że co? Że wierzę w każde słowo dotyczące mojej rodziny? Nie. Po prostu chciałabym poznać w końcu prawdę, no bo przecież od lat mi jej nie wyjaśnił. A teraz może okazuje się, że wcale nie znałam swoich rodziców tak dobrze jak myślałam. Ale zobacz, to by się zgadzało. Ciągłe przeprowadzki, lato w Polsce zamiast tutaj. Więc wybacz mi, ale nie mam powodu by mu nie wierzyć.
- Kochanie… - wyjęczała Sara i zaraz objęła ją ramieniem. – Rozumiemy Cię, ale czy to jest powód…
- A Ty jakbyś zareagowała, co? Może okazuje się, że to wszystko, co dzieje się w Twoim życiu to wynik przeszłości Twojego ojca? To, że odszedł ode mnie Giulio, że zginęła Julia z dziadkami. A może ten wypadek nie był wypadkiem?
- Vitt, ale…
- Nic już nie wiem. Już nawet sama nie wiem, kim jestem i dlaczego akurat ja? Może właśnie po to tutaj wróciłam? Może właśnie tak miało być? Jeżeli mam wyjść na właściwie nie wiadomo jaką laskę, to mogę taką być. Zostało mi tak mało życia, a co jeżeli na sam koniec mam o wszystkim się dowiedzieć? Chcę tego!
- Rozumiemy…
- Nie wiem tego. Może my myślicie, że ja tylko szlajam się z siatkarzami i nieźle sobie imprezuję? Chcę coś jeszcze przeżyć, wiecie? Mam swoje marzenia. Na pewno nie chcę z nimi związku, choć czuję, że mogłabym być naprawdę szczęśliwa. Ale nie, nie mam zamiaru nikogo zranić. Czy wy wszyscy zapomnieliście jak mało zostało mi czasu? Dlaczego tak właśnie jest? – zapytała zapłakana.
- Kochana…
- Wiem, że wszyscy macie swoje życia. Dlatego, po dłuższym zastanowieniu się, myślę, że wyprowadzę się stąd. Coś znajdę, a wtedy po prostu… Może wrócę do domu? Może w tamtym miejscu coś się okaże? Może…
- Nie opowiadaj głupot. – usłyszała głos Alessandra, który wpatrywał się w nią poważnie. – Przecież nikomu nie zawadzasz. Cieszymy się, że Cię mamy. Owszem, może spędzamy ze sobą mało czasu, jednak tak jak mówisz, każdy ma swoje życie. Ale to miłe, mieć Cię tutaj w domu rano albo po każdym Twoim powrocie.
- Naprawdę Cię tutaj chcemy. – wyszeptała Sara. – Przecież jesteś naszą przyjaciółką, moją świadkową, tyle razem przeszłyśmy…
- Wiecie co? Mam pomysł! Spędźmy jutrzejszy dzień razem. Tylko nasza trójka, nikt więcej. Żadnych siatkarzy, tajemnic. Po prostu zabawa, nie koniecznie w klubie. Co wy na to?
- Jestem za. – odezwała się Sara. – Vitt? – a tamta tylko pokiwała głową, chcąc coś odpowiedzieć. – Super, wybierzemy się gdzieś pobawić, to będzie fajny dzień, tylko dla nas. Świetny pomysł kochanie, dziękuję – ucałowała Alessandro.
- No, to ja już nam coś fajnego zorganizuję, zobaczycie. – ucieszył się szczerze i stwierdził, że właśnie idzie poszukać czegoś fajnego w swoim laptopie.
- Halo? – odebrała nawet nie wpatrując się w ekran, wciąż roztrzęsiona po rozmowie z przyjaciółmi, kiedy została już sama z Sarą. – Co? Gdzie? Jakim Mediolanie? Włoskim Mediolanie? A co Ty tutaj robisz? Co? Napisałam, że tak? Kiedy niby? Zwariowałeś? To nie tak… Dobra. Tak. No przecież mówię, że tak. Dobrze. Tak! – krzyczała już do słuchawki. – Mam po prostu ciężki dzień. Tak, ale to nie znaczy, że błagałam, żebyś przyjeżdżał. No, ale cieszę się, tak. Po prostu mnie zaskoczyłeś. Więc…? Dobra. No przepraszam, nie wiedziałam. Nie, nic mi nie doszło. Och, przestań już. Dobra. Tak. Nie wiem, najszybciej jak mogę. Znasz przecież trochę okolicę. Ale będę ja, tak. Och, dobra. Cześć. Do zobaczenia.
Widziała pytające spojrzenia swoich przyjaciół, kiedy Alessandro, odwrócił się na krześle w ich stronę. Sara patrzyła na nią nieco mniej podejrzliwie, w końcu w przeszłości uczyła jej kilka słów w swoim języku. Po polsku. Tak dawno go nie słyszała. Obowiązki, wszystkie te wydarzenia… No na dobre nawet nie wiedziała, co u niego słychać. Nie chciała, żeby tak to wyglądało, a jednak… A teraz zamiast cieszyć się, że przyjeżdża, ona po prostu nie wiedziała, co im powiedzieć. Nie wstydziła się go, co to to nie. Jednak teraz, kiedy okazało się to, co się okazało, on miał pojawić się tutaj i… I co właściwie? Nie był dla niej nieważny, nie był żadnym kłopotem, ale czuła, że teraz jej wszystkie plany mogą się nieco zmienić.
- On jest tutaj. Czeka na mnie w Mediolanie. – wyjaśniła, tępo wpatrując się w swoją komórkę, zaskoczona tym wszystkim, co właśnie się wydarzyło.

***
Kto to przyjechał, no kto? ;) I czy po jego przyjeździe coś się zmieni? Jak myślicie? Będzie ciekawie?
A tak w ogóle to już do końca… 6 rozdziałów łącznie z prologiem! ;) To tak dla ciekawskich.
Poza tym, co najważniejsze - Bardzo mi miło, że czekałyście na kolejną część, nawet jeśli trochę mi z tym zeszło. Ten rozdział miałam wrzucić, kiedy już będę posiadać choć odrobinę następnego, no ale niestety z powodu różnych zawirowań, nie udało się.  Co nie zmienia faktu, że będę się starała wrzucić jak najszybciej coś nowego!
Ps. Dziękuję za nominacje w tych różnych zabawach – wrzuciłam, czekają też nominacje ;)
Jeszcze raz bardzo dziękuję. Buziaki dla Was, trzymajcie się mocno!

3 komentarze:

  1. Chyba się domyślam, kto przyjedzie! Ale imprezy w wykonaniu Vittorii nie kończą się dobrze, oj zdecydowanie nie kończą się dobrze! Dobrze że ma wyrozumiałych przyjaciół, bo w Polsce już trafiłaby na izbę wytrzeźwień, jakby tak poniósł ją melanż, że znalazłaby się nagle nie wiadomo gdzie :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki włoski chaos! Początkowo nie mogłam się połapać o co chodzi, kto co mówi i w ogóle, ale to pewnie dlatego że ostatni rozdział czytałam dość dawno temu ;) Ale już ogarniam, spokojnie! Nie mam pojęcia co myśleć o całym tym wywodzie Vittorii na temat przeszłości jej rodziny. Serio, nie mam kompletnie żadnego pomysłu, to wciąż świeża informacja i trudno mi cokolwiek podejrzewać. Ale ma rację - to musi się wyjaśnić. Musi.
    Vitt bardzo otworzyła się przed swoimi przyjaciółmi. To jak mówiła o tym że mogłaby być szczęśliwa i ma swoje marzenia... zasmuciło mnie to, nigdy nie chciałabym usłyszeć od kogoś bliskiego takich słów w okolicznościach, w jakich wypowiedziała je Vittoria - zbliżającego się końca.
    A przyjeżdża oczywiście Jakub! Fajnie że poznamy go trochę bardziej, jeśli dobrze pamiętam było go bardzo niewiele, no i to wyłącznie na samym początku tego opowiadania. Jestem ciekawa tego jaki jest jego stosunek do Vittorii, no i właściwie czy decyzja o przyjeździe zrodziła się nagle czy planował ją od dłuższego czasu.
    Za spóźnienie strasznie przepraszam, ale miałam ostatnio dużo na głowie. Trudno mi uwierzyć że zbliżamy się do epilogu tej historii. Mam nadzieję że masz plany na kolejne opowiadanie, osobiście z chęcią przeczytam jeśli takie stworzysz :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzy tygodnie po publikacji... (Cóż, jak na mnie to w sumie i tak nieduże opóźnienia.) Przepraszam Cię najmocniej, droga W., że przybywam tu dopiero teraz, ale czas tak średnio jest po mojej stronie ;_;
    Tak czy inaczej, bez zbędnego przedłużania, przejdźmy do rozdziału i tego co tu się wydarzyło.
    Początkowo czytałam go i nie miałam pojęcia, o co chodzi xD
    Odnośnie rodziny Wiktorii, hmm, sama nie wiem, ale wydaje mi się, że to wszystko może być prawdą. Kilka osób i wszyscy giną w jakichś nienaturalnych okolicznościach? Coś mi tu nie gra. Oprócz tego, po co Thomas miałby ją okłamywać? Przecież doskonale wie, że zostało jej niewiele czasu, bez powodu by jej niepotrzebnie nie denerwował.
    A moi rodzice czepiają się mnie, gdy wstanę w weekend około 12. Grr, mam ochotę im pokazać ten rozdział i udowodnić, że niektórzy wstają jeszcze później xD
    Vitt rozmawia z kimś po polsku, tak? Jedyna osoba, z którą mogłaby się komunikować w tym języku to Jakub! Jestem pewna, że to on ją odwiedzi i w sumie bardzo mnie to cieszy. Z drugiej strony, gdy pojawi się on pewnie znikną na moment siatkarze ;_; Będzie mi brakować Luki. I Matteo ;_; Jak żyć?
    Ale na pewno będzie fajnie! :D Nie pozostaje mi nic, jak tylko czekać na jego przyjazd i kolejne rozdziały.
    Pozdrawiam gorąco :*
    Na prawdę tak niewiele zostało do końca? Trochę mi przykro z tego powodu, z drugiej strony nie mogę się już doczekać wyjaśnienia wszystkich zagadek, które pojawiły się w tej historii. Wyczekuję kontynuacji.
    Całuski :*
    A w wolnej chwili zapraszam również do siebie.
    zostan-z-nami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń