18 października 2015

Capitolo il nono

Od bólu głowy gorszy już jest chyba tylko ból zębów, kręgosłupa czy też zakwasy. To zależy dla kogo i w jakim okresie ten ból występuje. Najgorszy jest chyba rano, po południe można jako tako znieść, bo na wieczór ból zazwyczaj jest niesamowity – znów wraca.
- O Boże. - jęknęła, za chwilę już nie wiedząc w jakim języku powiedziała te słowa. Rozejrzała się dookoła, ale nie miała zielonego pojęcia gdzie się znajduje. Nic nie mówiło jej to pomieszczenie, zwłaszcza, że leżała w jakimś łóżku, a nikogo obok niej nie było i nie wyglądało na to, żeby ktoś tutaj był. Momentalnie serce zaczęło jej walić jak oszalałe i nie minęła chwila, kiedy obok niej pojawiła się Julia, uśmiechając się i chcąc już jej coś pokazać. Wskazała na stolik obok, gdzie coś leżało. - Julia proszę Cię... Córeczko... Dobrze, wezmę to. Co to takiego jest? - chwyciła w dłoń papier, gdzie znalazła szybko skreślone słowa: „Wrócę niedługo. Bądź spokojna. M.” - Co? - jęknęła odsłaniając w końcu kołdrę, gdzie znajdowała się w samej bieliźnie. - No nie żartujcie. - rozejrzała się w około, poszukując swojego ubrania, jednak jego nigdzie nie było. Przygryzła wargę. Nie wiedziała co się w tej chwili dzieje. Julia pokazała jej na szafę, ale ona kompletnie bała się ją otworzyć, żeby zabrać stamtąd coś do ubrania. Dziewczynka jednak nie odpuszczała i wskazywała na mebel, a kiedy ona długo nie reagowała zaczynała krzyczeć. Przerażona dobiegła do szafy i szarpnęła uchwytem. Tam znalazła wiele koszulek ale i spodni, które bez wątpienia należały do mężczyzny. Nie miała zamiaru niczego brać, jednak Julia miała inne zdanie i wciąż krzyczała. W końcu z obawą sięgnęła po pierwszą z brzegu koszulę, która po chwili wręcz idealnie sięgała jej aż do ud. W końcu Julia przestała krzyczeć, ale nie przestała prowadzić jej po czyimś mieszkaniu. Wciąż za bardzo nie wiedziała co robić. Zerknęła na zegar w salonie, gdzie widniała 15:00 i w momencie była jeszcze bardziej przerażona. Doszła do okna i ukradkiem przez nie wyjrzała, jednak okolica kompletnie nic jej nie mówiła. Następnym przystankiem była niewielka kuchnia, ale i tam nie znalazła żadnych oznak właściciela. Postanowiła więc sprawdzić w łazience, ale kiedy miała zamiar nacisnąć klamkę, jakieś drzwi się otworzyły. Struchlała przy ścianie, a Julia z radością pobiegła przed siebie. Ona czuła, że cała dygocze i w momencie robi jej się niezmiernie słabo.
- Vittoria! Obudź się! Spójrz na mnie! Słyszysz? To ja! - słyszała jak ktoś wołał, ale miała takie ciężkie oczy, że za nic nie chciała ich otwierać. Chciała tylko spać i wcale nie odpowiadać na jakieś wołania. - Proszę Cię. Obudź się! Obudź! - poczuła jednak uderzenie, niezbyt mocne, ale jednak poczuła ogromny ból.
- Co Ty kurwa robisz... - jęknęła. - Pojebało Cię? - ledwo uchyliła oczy, a usłyszała czyjś krzyk ulgi. - Nie krzycz tak, ja pierdole. - znów zamknęła na chwilę oczy, aby ponownie je otworzyć. Nad nią wisiała czyjaś twarz, więc szybko je zamknęła. - Kim Ty jesteś, idź sobie. Zostaw mnie. Niczego Ci nie zrobiłam. - zaczęła jęczeć, wciąż nie reagując na słowa mężczyzny.
- Obudź się. Obudź. Obudź... - z każdą chwilą było coraz ciszej.

Uchyliła powieki, rozglądając się powoli dookoła. Widziała jedynie jakieś dziwne kształty gdzieś w oddali. Były przerażająco kolorowe, mniejsze i większe. Przekręciła głowę w drugą stronę, jednak poczuła taki ból, że łzy zaczęły spływać ciurkiem po jej twarzy.
- Aua... - wyjęczała cicho, jednak zaraz usłyszała jakieś poruszenie wokół siebie.
- Obudziła się! - usłyszała cichy okrzyk. - Vittoria, to ja. To ja Sara, Twoja przyjaciółka. Jestem przy Tobie, zobacz. Już wszystko dobrze. - usłyszała zaraz i poczuła ścisk dłoni. Odetchnęła powoli, przekręcając głowę skąd dochodził głos. Za chwilę obraz się wyostrzył i obok niej naprawdę siedziała ona. - O Boże, no nareszcie.
- Co? - szepnęła. - To Ty?
- To ja, naprawdę ja.
- To Ty. To dobrze. A oni?
- To sami przyjaciele, nie bój się.
- Nie, nie. To on. Każ mu iść. To on... - zaczęła jęczeć. - On na mnie patrzy. Ciągle patrzy. Każ mu iść...
- Cichutko, cichutko. Nikt nie patrzy. Wszystko jest dobrze. To my.
- To my? Kto?
- Ja i mój chłopak Alessandro. Mieszkasz z nami, pamiętasz?
- Tak.
- Dobrze. Jeszcze są chłopaki. Thomas, Luca i Matteo, pamiętasz ich? - pokręciła głową. - Pamiętasz, znacie się przecież. Thomas jeździł z nami na wyścigach, pamiętasz? Kręcone włosy? - tym razem przytaknęła. - Dobrze. A Matteo? Luca? - kręciła coraz szybciej głową. - Spokojnie, spokojnie.
- On na mnie patrzy! - wrzasnęła. - Każ mu przestać!
- Kto patrzy? Pokaż mi.
- Tam, on! Widzisz? On!
- Nie bój się. To właśnie Matteo. Jesteśmy u niego.
- Dlaczego on tylko patrzy. Chodźmy stąd, proszę. Weź mnie stąd. Idźmy.
- Cichutko, nic nam nie zrobi. Spokojnie. Wdech wydech. Licz sobie. Chcesz wody? - zapytała a tamta licząc pokiwała głową. - Masz ze słomką, spokojnie, napij się. Jest dobrze, spokojnie. Pamiętasz co się działo? - pokręciła głową. - Chcesz, żeby ktoś Ci opowiedział? - pokiwała. - Zrobi to Thomas, dobrze? On jest Twoim przyjacielem. Thomas, chodź. - zawołała go. - Teraz chwyci Cię za rękę i wszystko opowie. Zacznie od wczoraj, dobrze? Opowiadaj.
- Cześć. Dobrze, że jesteś z nami. - uśmiechnął się nikle. - Wczoraj się ze mną spotkałaś. Przypadkowo, w Mediolanie. Wiesz dlaczego tam? - pokiwała głową. - Dobrze, więc to była właśnie Twoja wycieczka. Rozmawialiśmy na niej, bo ja tam mieszkam i tak się spotkaliśmy. Wyjaśniłaś mi wszystko, że nie możesz ze mną... być bo jesteś chora. - wypowiedział te słowa cicho, jakby było mu wstyd. - A potem, wróciliśmy tutaj, do Modeny. Tutaj mieszkają Twoi przyjaciele. Spotkaliśmy moich, Luce i Matteo, bo oni też tutaj mieszkają. Nie lubiłaś ich z początku, ale chciałaś dać im szansę i przeprosić. Byliśmy w naszej kawiarence i piliśmy kawę, a potem poszliśmy na imprezę. Polubiliście się wszyscy i jest w porządku. Oni też są Twoimi przyjaciółmi. Wszyscy jesteśmy. Rozumiesz? - pokiwała głową, wiercąc się. - Chcesz wstać? - znów pokiwała. - To Ci pomogę, ale powoli.
Usiadła z jego pomocą i rozejrzała się. Czwórka ludzi stała przy drzwiach i patrzyła na nią z niepokojem. Nie czuła się komfortowo, więc zamknęła oczy.
- Spokojnie Vittoria, nic się nie dzieje. Jesteś bezpieczna. Wszyscy są twoimi przyjaciółmi. - usłyszała słowa Sary i otworzyła oczy. - Zobacz, to jest właśnie Luca. On...
- Robiłem Ci wczoraj zdjęcia. - odezwał się on spokojnie. - Ślicznie tańczysz. Świetnie się bawiłaś. Zwłaszcza z Matteo. - spojrzał na niego. - To on, wiesz? Powiedziałaś o nim, że tańczy lepiej niż Twój przyjaciel Thomas. Jest naprawdę dobrym człowiekiem, bo jest moim przyjacielem. Znam go. A teraz bardzo się martwi o Ciebie.
- Dlaczego? - zapytała i zapadła kompletna cisza. - Dlaczego?
- Bo... - zaczął, a ona spojrzała na niego ze strachem. - Nie bój się. Nic Ci nie zrobię. Jestem Matteo, tak. Jesteśmy u mnie w mieszkaniu. W Modenie, nie daleko Twojego domu. Zostałaś tutaj ponieważ źle się czułaś. - mówił spokojnie. - Ale kiedy poczujesz się lepiej, pójdziesz do siebie do domu.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? Dlaczego tak źle wyglądasz?
- Opiekowałem się Tobą całą noc i teraz. - powiedział niepewnie. - Jestem tylko trochę zmęczony. Nie spałem. Ale nic Ci nie zrobię. I nic się nie stało. Jesteś bezpieczna. Masz wokół swoich przyjaciół. Ja pójdę już. Zostawię Cię.
- Nie. Nie idź. Jesteś tym dobrym. - zatrzymała go, mówiąc mu takie słowa. - Jesteś dobry, nie zły. Dziękuję Ci. - a potem przesunęła Thomasa i z powrotem się położyła. - Jesteś dobry. Wszyscy są dobrzy. Wszystko jest dobrze...

Otworzyła oczy, ale wszędzie było ciemno. Cicho i spokojnie wyplątała się z kołdry i niepewnie przeszła do drzwi. Otworzyła je naciskając na klamkę, a one delikatnie ustąpiły. Wszędzie było ciemno, ale z jednego pomieszczenia wypływała struga światła, padająca na posadzkę w przedpokoju. Postanowiła iść tam powoli i spokojnie sprawdzić sytuację. W środku znajdowała się piątka ludzi, którzy tępo obserwowali ekran telewizora. Widać było, że są ogromnie zmęczeni. Uśmiechnęła się nikle. To byli jej przyjaciele.
- Przepraszam, która godzina? - odezwała się nagle, a wszyscy podskoczyli z krzykiem. - Przepraszam, to ja. To ja, Vittoria. - powiedziała, a światło w pokoju rozświetliło się i w górnej lampie. - Dlaczego siedzicie tutaj po ciemku?
- O Boże... Zaczyna się. - usłyszała jęknięcie chłopaka w środku, który wyglądał z nich najgorzej. - Ja już nie mam siły... Błagam, litości.
- Co się zaczyna? Na co nie masz siły Matteo? Jak na oglądanie TV to możesz go wyłączyć i iść spać, bo naprawdę kiepsko wyglądasz. - stwierdziła, zaplatając ręce na piersi. - Ktoś mi wyjaśni co się dzieje?
- Vitt, to naprawdę Ty? - usłyszała Sarę, która patrzyła na nią z niepokojem ledwo patrząc na zapłakane oczy.
- To ja, no ja. No kurde, co się dzieje. Dlaczego wy się tak dziwnie zachowujecie, a ja... Jestem w samej koszuli? - westchnęła, spoglądając na swój strój. - No nie, to znowu się stało. Jaka ja jestem głupia! - warknęła sama na siebie. - Przepraszam was. Chyba nieźle was nastraszyłam?
- Trochę... - odezwał się Luca, ale dostał kuksańca w bok. - To znaczy...
- Wiem. Nie powinnam była pić. To właśnie się dzieje, kiedy pozwolę sobie na za dużo. - wyjaśniła. - Opowiecie mi co tym razem zrobiłam? Proszę. I usiądźcie, bo strasznie wyglądacie. Ja pewnie też. - pokiwali głowami, a Luca przysunął jej fotel. - Dobra, zacznijmy od tego, która jest godzina, dobrze?
- Dobrze. - odezwał się Thomas, ponieważ jako jedyny zachował zimną krew. Sara zaczęła popłakiwać, Alessandro szeptał jej coś do ucha, Matteo właściwie ledwo patrzył na oczy, a Luca patrzył przerażony. - To może ja?
- Ktokolwiek. Błagam. Co takiego zrobiłam, że przeraziłam aż pięć osób?
- Umierałaś, do cholery. - odezwał się nagle Matteo, nawet nie dając dojść do słowa Thomasowi. - Umierałaś w drodze do mojego mieszkania, w moim mieszkaniu. Nie wiem ile razy! Nie wiem ile już nie śpię! Jest przed czwartą w nocy, a to znaczy, że 24 godziny temu kończyliśmy imprezowanie. 24 godziny umierałaś w mojej obecności! - widziała, że się zdenerwował, więc skuliła się w fotelu. - Mam dość. Wiesz ile zajęło mi, żeby ich tu do mnie ściągnąć? Kiedy Ty majaczyłaś, nie oddychałaś, a jak już oddychałaś to wymiotowałaś krwią i strasznie się pociłaś? Bałaś się mnie przez 24 godziny, a ja Cię ratowałem! Pamiętasz coś z tego w ogóle? - pokręciła głową. - Brawo! Brawo, po prostu brawo! - wrzeszczał. - Mam dosyć, naprawdę dosyć! Od początku są z Tobą jazdy! Mam dosyć, ja wysiadam! Idę spać, a wy róbcie co chcecie. To ja ratowałem ją przez tyle godzin. - jak powiedział, tak zrobił. Wręcz z nienawiścią spotkał się z nią wzrokiem i opuścił pokój, przechodząc do miejsca, z którego ona wyszła.
- Ja... przepraszam. - wyjęczała. - Że wam nie powiedziałam. Nikomu. To znaczy mówiłam, ale... - plątała się. - Nie wiedziałam, że to dzieje się tak szybko, że... Nie, ja przepraszam. Spakuję się i wyjeżdżam, wracam do Polski. To był naprawdę zły pomysł. Tutaj jest jeszcze gorzej, ja wariuję i... Nie. - spojrzała na nich, a w jej oczach pojawiły się łzy. - Wylecę jak najszybciej, obiecuję. Wróćmy do domu, dobrze? Spakuję się i... Tylko potrzebuję moje rzeczy.
- Nie. Nie dostaniesz ich. I nie wylecisz stąd. Nie po tym, co przeżyliśmy, wszyscy. - wypowiedział tym razem Thomas. - Siadaj i opowiadaj.
- Co? Ale jest...
- Wiemy, która jest. Dodatkowa godzina nie zrobi nam różnicy. - odezwał się i Alessandro. - Uspokój nas, opowiedz nam wszystko. Prosimy. Chyba zasługujemy?
- Zasługujecie, tak. - pokiwała głową. - No dobrze, to... Ale bez Matteo?
- Uwierz, że zasłużył na sen. To było... - powiedział Luca.
- Tak, to było głupie z mojej strony. - podłapała. - Nie powinnam była pić, ponieważ w moim stanie to nie wskazane. Lampka wina, jedno piwo, szklanka wódki, to tak. Nie więcej, nawet jeśli rozcieńczone. Wtedy robi mi się słabo, to fakt, no i wymiotuję. Ale w Polsce nie miałam aż tak.. Traciłam pamięć, a dokładniej miałam dziury, tak. Myliłam imiona i wydarzenia. Nie traciłam przytomności i nie spałam tyle czasu. - wyjaśniła. - Kiedy wypiję, to pamiętam tylko to przed, a właściwie, trzeba mi przypominać. Kiedy w ruch wchodzi alkohol, wtedy mam dziurę. To wraca, widzicie, ale po dłuższym czasie. Teraz... Widzę, że im zostało mi mniej dni, to robi się poważniejsze.
- Za dużo wypiliśmy. - stwierdził Thomas. - Zamawialiście z Matteo i zamawialiście...
- Bo chciałam upić Lucę i odzyskać zdjęcia, które mi robił. - uśmiechnęła się gorzko. - Ale to był zły pomysł.
- Dlaczego chciałaś to zrobić?
- Wiem, że Matteo dziwnie na mnie patrzy. Nie chciałam, żeby w razie czego je miał. - wzruszyła ramionami.
- Boisz się go. - stwierdził Luca. - Dlaczego?
- Opowiadaliście mu? Tylko bez tego, prawda Thomas? - pokiwał głową. - Więc to chodzi o to, co powiedziałam Tomiemu. On mnie w pewien sposób zawstydza, robi mi się przy nim niekomfortowo. Pojawia się wtedy Julia. A kiedy mnie ratował, wciąż na mnie patrzył. Nie lubię jak to robi.
- Ale kiedy tańczyliście...
- Nie byliśmy sami. Bawiłam się, było dobrze. Nie sami, wtedy się to dzieje. Sama nie wiem dlaczego. Ale teraz już chyba nie będę musiała tego zmieniać? On mnie nienawidzi. - stwierdziła, a zaraz przy niej pojawiła się Sara, tuląc mocno. - Przepraszam was za to. Nigdy nie tknę już alkoholu, obiecuję.

***
Tadaaaam! Tego to chyba nikt się nie spodziewał. Sama też nie spodziewałam się, że rozdział ukaże się w niedzielę, a nie w środę. Ale dziś na pewno musiałam – w końcu Matteo i Luca (ale bez Thomasa) zdobyli brązowy medal Mistrzostw Europy! Bravissimo ragazzi! ;) Ja z kolei przepraszam za zwłokę i trochę brak aktywności u Was. Nowe otoczenie i te sprawy... Nadrobię jednak na pewno!
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę dużo słoneczka – sama bym na tym także skorzystała! Tym razem mam nadzieję, że do środy.

2 komentarze:

  1. No ładnie! Po poprzednim rozdziale można by się spodziewać śmieszków i wygłupów (pijany Luca... nie, to przekracza moje wyobrażenia! chociaż podobno cicha woda...), a tu taki zwrot akcji! Zastanawiałam się wcześniej, kiedy opowiadała Thomasowi o swojej chorobie, czy ludzie mający podobne problemy tak łatwo się do tego przyznają, otwierają... bo przecież nie muszą spotkać się ze zrozumieniem. Empatii coraz mniej, wielu pewnie stwierdzi "wariatka" i odejdzie. Ale cóż, teraz Vitt tak jakby nie miała wyboru.
    Jeżeli mogę się do czegoś przyczepić, to rzuciła mi się w oczy jedna rzecz. Jeśli było z nią tak źle, to dlaczego nikt nie wezwał karetki? Chyba że Matteo wyolbrzymia bo się tak przejmował. Wiem że to by pewnie nie pasowało do historii, ale w tym momencie robi się trochę naciągana ;)

    A za parę dni Matteo i Luca miejmy nadzieję że uniosą w górę Superpuchar Włoch :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, muszę przyznać że się w pewnym momencie pogubiłam jak tak Vitt mówiła do siebie. Normalnie prawie jak Gustaw z 'Dziadów' :) Chyba nie byłam bardziej świadoma tego co się dzieje od niej :D ale może dlatego, że jest późno. Vittoria na pewno postanowi podziękować Matteo, no heloł, opiekował się nią. No i trochę dziwi mnie jej paranoja, że siatkarz na nią patrzy. To chyba normalne, zwłaszcza, że Vitt jest ładną dziewczyną. Myślę że w ogóle to zachowanie = picie bez umiaru było zupełnie nieodpowiedzialne, totalnie nie spodziewałam się tego. Ale z drugiej strony Vittoria chce teraz 'żyć', sama nie wiem jak to oceniać. Mam nadzieję że Matteo nie będzie bardzo wściekły (no i się wyśpi) i pogada sobie jeszcze z Vitt :)
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń