29 września 2015

Capitolo la settima

Miała ochotę nigdzie się stąd nie ruszać. Tu było spokojnie i bezpiecznie a przede wszystkim bez tych wszystkich siatkarzy naokoło. Nie bała się ich, co co to nie. Jednak oboje – zarówno Matteo jak i Thomas – sprawili, że nie czuła się zbyt komfortowo. Nie miała zamiaru bawić się w to co oni, ale nie chciała też zachowywać się jakby stało się nie wiadomo co. Dlatego też obiecała sobie, że wybierze się na wycieczkę, którą już zaplanowała. Długo nie mogła się zdecydować, jednak postawiła na Mediolan. Tam wszystko się zaczęło, to fakt, ale nie jechała tam po to, by rozpaczać w niektórych miejscach, a po prostu miała ochotę zobaczyć znajome miejsca, koniecznie bez tej beznadziejnej dwójki.
Wstała więc skoro świt. Zwyczajowo już przyszykowała kawę dla przyjaciół, a sama postanowiła kupić ją sobie w knajpce nieopodal. Właściwie była już gotowa do wyjścia, musiała tylko położyć na stół wcześniej już zapisaną kartkę:

„Dziękuję za wczoraj. Zwyczajowo kawa, a ja zmywam się do Mediolanu. Nie pytajcie dlaczego, czuję, że muszę tam dzisiaj być. Dam znak, czy wrócę dziś czy dopiero jutro, wiec nie martwcie się. Miłego dnia dla was kochani. Vitt”

Naprawdę nie wiedziała, dlaczego akurat Milano. Od początku pojawił się w jej głowie i za nic nie chciał stamtąd wyjść. Po przyjeździe planowała, że będzie zwiedzać od północy do południa, jednak jak się właśnie okazało, to nie był dobry pomysł. Bo już zaraz za Mediolanem plasowała się Florencja. Westchnęła zarzucając na ramię torebkę i cicho opuszczając mieszkanie, przekręcając zamek w drzwiach.
- Mediolanie, nadchodzę! - mruknęła sama do siebie.

Odrzuciła włosy, próbując zrobić jakieś lepsze zdjęcie w celu wysłania go MMSem do Jakuba, ale wiatr zdecydowanie jej tego nie ułatwiał. Ciągle zawiewał je na oczy, co sprawiało, że stała tam chwilę czasu, jeszcze bardziej się denerwując, co zresztą nie powinno mieć miejsca.
- Jest! - mruknęła do siebie, kiedy w końcu udało jej się zrobić fotkę i to w miarę takiej artystycznej na jakiej jej zależało. - Teraz do Kuby. Treść. Pozdrawiam z Milano, wybacz ale bez mojej twarzy. Jak widzisz pogoda dopisuje, wakacje mam super. Jesteśmy w kontakcie. Buziaki, Wiktoria. Wystarczy. Nie będę mu przecież opowiadała o siatkarzach, którzy mi wszystko rujnują. Ale dobra! Dziś jest wolny dzień, zdecydowanie. Koniec.
Ruszyła przed siebie, nie chowając telefonu i sprawdzając na nim jeszcze kilka rzeczy. Roześmiała się nagle odczytując wiadomość od przyjaciela. „Jeśli wysłałabyś mi swoje zdjęcie to mógłbym ocenić Twój stan zdrowia, a to chyba nie potrzebne. Więc jeszcze więcej zdjęć bez twarzy poproszę! I zapewne też takie dostanę. Florencja następna? Kuba”. No normalnie chyba czytał jej w myślach, nie ma co. Przystanęła na chwilę, by mu odpisać, ale poczuła uderzenie w klatkę piersiową, więc od razu podniosła głowę.
- Co Ty robisz! Nie widzisz, że idę do cholery! SMS będzie pisać! Idź na kawę księżniczko i tam to rób a nie staje Ci jak nie wiem.... - usłyszała słowa jakiegoś mężczyzny i już miała coś mu odpyskować, kiedy on ze złością spojrzał w dół, ponieważ był o wiele wyższy. - Vitt? Cześć, przepraszam ale...
- Cześć. - odpowiedziała. - Przepraszam, już nie będę. Właściwie już stąd znikam. Koniec wycieczki. - stwierdziła krótko, zwyczajnie ruszając przed siebie, przy okazji chowając telefon, nie odpisując przyjacielowi.
- Vitt, poczekaj. - usłyszała za sobą. - Możemy porozmawiać? Skoro już tutaj jesteś.
- To był błąd, pomyliłam się. Nie miałam tu jednak przyjeżdżać. – stwierdziła patrząc w jego stronę.
- Bo co? Bo ja tutaj jestem? - prychnął, równając się z nią krokiem. - Co ja Ci takiego zrobiłem? - wzruszyła ramionami, a ten złapał ją za ramię i pociągnął w jakąś mniejszą uliczkę, jednak się tego nie wystraszyła. – Bo co? Bo Cię pocałowałem?
- Nie wiem? Może ładnie mnie obsmarowałeś przed przyjaciółmi po moim odejściu? - mruknęła, kiedy prowadził ją do kolejnego ogródka przy małej restauracyjce, co zresztą zaraz spostrzegła. - Może lepiej się bawiłeś?
- Vitt, proszę... Oni byli tam przypadkiem, a Tobie się wydaje, że... - westchnął. - Nie rozumiem. Jest fajnie, w porządku i nagle jakieś darcie kotów o nic. Przepraszam, nie powinienem był, ale jest fajną dziewczyną, więc... - spojrzała na niego oczekująco. - Dobra nie pomyślałem. Po prostu dobrze się z Tobą bawię, pomyślałem więc, że może coś z tego będzie? A Ty nagle naskakujesz na mnie i uciekasz, za bardzo nie wiem dlaczego, no właściwie...Wyjaśnij mi dlaczego.
- Thomas... - jęknęła, kiedy spostrzegła, że on zaczyna coś zamawiać, kiedy już siedzieli przy stoliku.
- Naprawdę ktoś tak bardzo Cię zranił? Żałujesz, że w ogóle istniejemy? Każdy facet to zło? - zaczął wyliczać, a ona westchnęła.
- To nie to.
- A co? Powiedz, po prostu chcę wiedzieć, dlaczego najwidoczniej nie mam żadnych, nawet najmniejszych szans. Może jesteś lesbijką? - prychnęła słysząc te słowa. - Więc?
- Po prostu nie mogę, zrozum.
- Nie potrafię. Jesteś super dziewczyną, niczego Ci nie brakuje więc naprawdę...
- Nie chciałbyś mieć takiej dziewczyny jak ja. Nikt by nie chciał. - stwierdziła nagle.
- Co jesteś, aż taka denerwująca? Nie wierzę. Spędziłem z Tobą już trochę czasu. Chyba Cię trochę poznałem, no chyba, że coś zataiłaś. - pokręciła głową. - Więc? Po prostu powiedz mi słowo klucz. Facet, przekonania, takie pragnienie? Możesz mi zaufać, wiesz to.
- Dobrze, słowo klucz to choroba. - spojrzał na nią zdziwiony, kiedy po chwili ciszy się odezwała. - Dobrze słyszałeś. Jestem chora, nieuleczalnie zresztą. I to sprawia, że nie mam zamiaru się z nikim wiązać. Nie mam na to czasu, a i nie chcę, by ten drugi żałował czy cierpiał.
- A... Ale... A... - plątał się, nie za bardzo wiedząc jak się zachować, w końcu wydusił z siebie. - To na pewno nie jest łatwe.
- To nie jest choroba przenośna, nie martw się, nie zaraziłam Cię kiedy się całowaliśmy. - uśmiechnęła się, zaczynając od tej informacji. - Nie jest, zwłaszcza że to jest pewnego rodzaju choroba umysłowa, psychiczna. Ona daje mi rok czasu, właściwie już mniej. Dlatego... Po prostu to powinieneś wiedzieć, skoro...
- Już wszystko rozumiem. - uśmiechnął się wyraźnie zakłopotany. - Przepraszam, ale jak ona...
- Nie, że jestem wariatką, chociaż może trochę, ale tego tak od razu chyba nie widać. - stwierdziła, jakby wiedząc o co chce zapytać. - Mój przyjaciel Jakub, który właściwie jest moim lekarzem, pokazał mi sposób, żeby ludzie tak nie myśleli. Odliczam, mówię sobie, że wszystko dobrze, że mam się uspokoić. - wyliczała i uspokoiła go. - Pomaga, tak. Mniej się denerwuje i to wszystko mija.
- To?
- To, czyli wizja mojej córeczki. Julii. - dodała po chwili. - Kiedy czuję się niekomfortowo, kiedy się źle czuję, czy w ogóle jest mi źle, wtedy ona pojawia się i mówi do mnie, pokazuje różne rzeczy. No jak dziecko, prawda.
- Julia. - pokiwał głową. - A więc byłaś w ciąży?
- Tak. Teraz Julia miałaby pięć lat.
- Wyścigi. Dlatego odeszłaś? - pokiwała głową, pod wrażeniem, że tak szybko wszystko połączył. - Ojcem był Giulio?
- Dokładnie. Poza tym wtedy bardzo pomagała mi Sara, dlatego też to była wspólna decyzja. Nie chciałam jej zostawiać, ale... No dlatego odeszłyśmy. Nie chciałyśmy łamać reguł, a ja nie chciałam...
- Stracić Julii. - pokiwała głową. - Ale jednak...?
- Zmarła w dniu swoich pierwszych urodzin. - wyjaśniła nie patrząc na niego, tylko tępo w stół. - Giulio po jakimś czasie mnie zostawił, a ja z traumą trafiłam do szpitala psychiatrycznego. Stamtąd przetransportowano mnie do Polski.
- Dlaczego tak? - widocznie się przeraził. - Jesteś Polką?
- Moja mama była Polką, tata Włochem. Przyjaciółka mojej mamy to mama Jakuba, znamy się no od małego w zasadzie. I dlatego, to wszystko dzięki niemu.
- Ale jesteś tutaj sama, tak? - dopytywał - Czy rodzice tu gdzieś mieszkają?
- Moi rodzice nie żyją. Zmarli razem z Julią, w ten sam dzień. Opiekowali się nią w ten dzień, bo ja pracowałam, a potem szykowałam przyjęcie i wracali drogą gdzie były nasze wyścigi.
- Ktoś od nas?
- Tak. - pokiwała głową. - Właściwie to jacyś nowi, więc... - wzruszyła ramionami, ale było widać, że ponownie ją to ruszyło. - No i tak...
- A inna rodzina? Nie masz tu nikogo? - pytał kiedy kręciła głową. - Jak to?
- Rodzina mamy nie akceptowała taty. A rodzina od strony ojca nie żyje. Wiesz, specyficzna sytuacja... - chrząknęła, a on w mig wszystko zrozumiał. - Więc...
- A dlaczego Vittoria, tak właściwie? Czyżby to klątwa? - chciał ją rozśmieszyć i nawet na chwilę mu się to udało.
- Po polsku Wiktoria, więc łatwo. Rodzice kiedyś opowiadali mi, że jestem zwycięstwem. Tacie się udało, mama poznała super faceta no i byłam Vittorią.
- To historia na dobrą opowieść. - stwierdził. - Też miałaś chęć, żeby...?
- Tak. Myślałam, że Giulio to ten. W końcu w wieku 18 lat zaszłam w ciążę. Ale to nie było to.
- Na szczęście przyjaciele, Sara i Jakub pomogli. - znalazł pozytywny aspekt w całej tej histori.
- Tak, ale z Sarą nie rozmawiałam po przyjeździe do Polski. Leczyłam się wtedy i wszystko odpychałam, był tylko Jakub. Później tylko szukałam pracy i Sara mi pomogła, ale omijałam ten temat, obiecując, że wrócę. No i kiedy usłyszałam, że został mi rok to przybyłam. Kiedy byliśmy na imprezie to był mój pierwszy dzień tutaj. No a teraz wiesz, jak to wszystko rozegrałam.
- Dwaj siatkarze stanęli Ci na drodze. - pokiwała głową. - To znaczy tylko widzę po Matteo, że coś nie bardzo. Nie, żeby coś...
- On po prostu jakoś sprawia, że nie czuję się pewnie. - wyjaśniła. - Wtedy strasznie na mnie zerkał w kawiarence za pierwszym razem i pojawiała się Julia. I od tego czasu się pojawia, więc nie jestem za przyjemna. Nie czuję się wtedy najlepiej, to dlatego powiedziałam, że nie przypadli mi do gustu, bo tak to ich nie znam, rozumiesz? - pokiwał głową. - Po prostu wydobywają gorszą stronę, jeśli tak to mogę nazwać.
- Może czas ich poznać? To naprawdę w porządku ludzie. - zaproponował nagle. - Jeśli masz ochotę. I przeprosić? Wiesz, zaraz są zgrupowania w naszych kadrach, więc...
- Tak, to by się przydało. - zgodziła się. - No nie wiem, chyba muszę się zastanowić. Ale może najpierw Mediolan? - zapytała z nadzieją. - Pokaż mi to, co tu jest takiego... wspaniałego. Prócz tego, co już widziałam, rzecz jasna.
- Idealnie trafiłaś. W końcu tutaj się urodziłem. - roześmiał się. - Jednak wiadomo, to jest nasz dom. Tylko dopijmy kawę i możemy iść. - wskazał na kelnerkę, która przynosiła im napój. - W porządku?
- To jest chyba dom każdego z nas. - uśmiechnęła się na jego słowa, kiedy już popijała jego zamówienie. - Wiesz?
- Tak?
- Cieszę się, że Cię spotkałam, wtedy w klubie. - stwierdziła, a ten puścił jej oczko. - I że rozumiesz, że związek w mojej sytuacji niezbyt dobre rozwiązanie.
- Rozumiem, chociaż chyba zawsze będę żałował, że nie byłem na miejscu Giulio. - znów próbował zażartować.
- Nie mów tak.
- Nie będę mówił, fakt, bo chyba teraz mam coś ważniejszego, niż związek. Mam Cię jako przyjaciółkę, prawda? - upewnił się.
- Po tym jak się otworzyłam, chcąc być wobec Ciebie w porządku? Raczej najlepszą przyjaciółkę. - roześmiała się, a kiedy już wypili niewielką filiżankę kawy, rzuciła w jego kierunku. - No to panie Beretta, pokaż mi ten Mediolan z pana perspektywy.
- Chodź moja polska Włoszko, chodź. - roześmiał się i wyciągnął w jej stronę ramię, które zaraz chętnie ujęła, kiedy już odeszli z wcześniej zajmowanego miejsca.

***
Tym razem odcinek wcześniej, a to taka niespodzianka dla Was, ponieważ miałam dziś naprawdę udany dzień! ;) Poza tym jutro czeka mnie niezła bieganina, w każdym razie – rozdział już dziś. Ponownie Thomas, ale i przy okazji trochę więcej historii Vitt. Co tu się będzie dalej działo, hm? ;) Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, ale i cieplutko – bo w końcu jesień :* No i do przeczytania, już standardowo w środę!

3 komentarze:

  1. Dobra, jest tu trochę informacji o Vitt, z czego bardzo się cieszę. Okropna historia, jednego dnia stracić i dziecko i rodziców... No i Giulio - beznadziejny facet, chyba nie słyszał nigdy o wsparciu i współczuciu. Mam nadzieję, że Vitt nie postanowi spotkać się z nim w czasie swoich wakacji. Fajnie, że dziewczyna otworzyła się przed Thomasem - teraz, gdy wszystko mu powiedziała na pewno będzie im łatwiej. Trochę zdziwiła mnie reakcja siatkarza na informację o czasie jaki pozostał Vittorii. Przyjął to zadziwiająco spokojnie, jak na kogoś, komu chora tak bardzo się podoba. Chyba że uznał, że nie da po sobie poznać żadnych emocji. Co w następnym? Hm, obrazki z Mediolanu <3 a może jakaś opowieść Thomasa...? Kto wie :)
    Akcja toczy się powolutku, leniwie, przez to czuć ten cały klimat. Ile bym dała, żeby zobaczyć Włochy o tej porze roku...
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze mówiąc, myślałam, że Vitt jest chora na raka, bo to raczej w tej chorobie mówi się ile zostało pacjentowi jeszcze życia. To pojawianie się Julki jest dla mnie trochę creepy oO Łatwo jednak odczytać co ma do powiedzenia, chociaż sądzę, że to nie dziecko przemawia, a podświadomość Wiktorii. Ciekawa jestem jak się dalej rozwiną jej stosunki z siatkarzem, bo mam przeczucie, że Matteo nie powiedział jeszcze ostatniego słowa :D
    Jeśli masz ochotę, zapraszam na mojego nowego bloga, http://wbrew-rozsadkowi.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam zaległości w komentowaniu :P
    Tak coś czułam, że Thomas będzie chciał "zacieśnić" znajomość... w końcu to Włoch :P Ale dobrze że się nie obraził ani nic, tylko wysłuchał i zrozumiał. Za to Giulio to niezły .. tu by trzeba ocenzurować, jak można kogoś zostawić w takiej sytuacji?
    Co do Mediolanu, to słyszałam że szału nie robi, zwłaszcza jak kogoś nie interesują butiki z horrendalnie drogimi ciuchami od topowych projektantów, że katedra i nic więcej. Podobno są o wiele ładniejsze miasta we Włoszech ;)

    OdpowiedzUsuń