12 sierpnia 2015

Prologo

Przystanęła przy uchylonym oknie i opierając się o wielki parapet, odetchnęła głęboko, wdychając świeże powietrze. Widok za oknem, mimo że najzwyklejszy na świecie czy doskonale jej znajomy, był najpiękniejszy, a ona nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Uśmiechnęła się sama do siebie. Tego życzyła chyba każdemu. Właśnie takich obrazków.
- Dlaczego nie pijesz herbaty? Wystygnie Ci. - usłyszała otwierające się drzwi i odwróciła się na widok mężczyzny, podchodzącego gibkim krokiem ku niej.
- Kocham ten widok, wiesz? - znowu się uśmiechnęła i objęła kubek, kiedy już włożył go w jej dłonie i jakby czytając mu w myślach, dopowiedziała. - Tak, herbatę też lubię. Zwłaszcza, jak muszę na Ciebie czekać.
- Najmocniej Cię przepraszam. Jak zwykle zresztą. - cmoknął, kręcąc głową i spoglądając na nią przepraszającym wzrokiem, a ona w odpowiedzi puściła oczko. - Dlatego zaopatrzyłem się w tej kubek i Twoją ulubioną herbatę. - przypomniał, a ona roześmiała się, kiwając głową. - Musiałem załatwić konsultację dla tej pani, wiesz. To naprawdę pilne, ale nie pilniejsze niż Ty, przecież wiesz.
- Wiem, wiem. Trzeba ratować kogoś, kogo da się jeszcze uratować, prawda? - zapytała, a on gwałtownie odwrócił wzrok. - Powiedz to. Powiedz to na głos. Gdyby było inaczej to przecież...
- Przecież co? - przerwał jej gwałtownie, zaplatając ręce na piersi.
- To byś zadzwonił i powiedział mi o tym spotkaniu w całkiem inny sposób, mam rację? - wypowiedziała spokojnie. - Wiesz, że ją mam. Przecież znamy się już tyle czasu, nie zapominaj.
- Nie zapominam. - mruknął, już widocznie nie mając zbyt dobrego humoru. - Pamiętam jak to się wszystko zaczęło...
- No właśnie. - przerwała mu. - Więc teraz jak normalna pacjentka usiądę w tym wygodnym fotelu i poczekam, co powie mi mój lekarz. A potem udam, że liczyłam na inne wiadomości i że nie mogę się z tym pogodzić. - i jak powiedziała tak zrobiła, siadając z podkulonymi nogami i postawiwszy kubek z herbatą na swoich kolanach, oczekiwała na jego słowa. - Więc?
- Oczekujesz, że w tej chwili będę Twoim lekarzem? - prychnął. - Naprawdę?
- A nie jesteś nim? - spojrzał na nią znacząco. - Nie patrz tak na mnie. Jesteś nim czy nie?
- Jestem nim. - już właściwie warknął.
- Więc? Nie możesz tego zrobić? - zapytała chłodno.
- Proszę Cię, to nie jest łatwe. Musisz... - zaczął, ale ona znowu nie dała mu skończyć:
- Muszę zrozumieć, tak. Wiem o tym. Ty też musisz zrozumieć to, że już się z tym męczę tyle lat. Doskonale to zresztą wiesz. A jaki może być werdykt na koniec? No jaki? - mówiła nazbyt spokojnie. - Powiedz mi. Jeśli byłoby dobrze, miałbyś odwagę mi to ogłosić, nawet z wielką radością, wiem to. Więc?
- Masz rację. - zapadła zupełna cisza, słychać było tylko wskazówki zegara, który znajdywał się
w tej sali, na ścianie nad kozetką. - Masz zupełną rację. Skoro tego właśnie oczekujesz, tak? - zapytał jeszcze upewniając się co do jej decyzji.
- Tak. - przytaknęła mu. - Dokładnie tego oczekuję. No dalej, powiedz to. - wzięła jeszcze głęboki oddech, znów dodając kolejne słowa, jakby wiedziała, że to go intryguje. - I tak, jestem gotowa.
- W takim razie... - westchnął i również nabrał nowe powietrze w płuca, po czym wypowiedział to, czego tak bardzo nie chciał. - Przepraszam, zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy. Nic nie jest Ci już w stanie pomóc. To koniec.
I znów zapadła cisza. Tym razem jednak była ona całkiem inna od tej, która wcześniej zwiastowała zawahanie, by ogłosić coś niedobrego. Ta była chyba nawet i gorsza, bo przerażająca. Ta miała w sobie coś takiego, że nikt nie chciał mieć z nią do czynienia. Mroziła krew w żyłach, może nawet
i sprawiała, że stawało serce. To zdecydowanie był koniec.
- Więc... - zaczęła cicho, z zamkniętymi oczami. – Przypomnisz mi jeszcze ile zostało mi czasu?
- Tak. Został Ci co najwyżej rok. - odpowiedział, a ona pokiwała głową na znak, że rozumie. - Naprawdę...
- Wiem, wiem. - spojrzała w końcu na niego ze łzami w oczach, wiedząc, że on też powoli się łamie, w końcu była jego przyjaciółką. - Myślę, że teraz jest czas, żebyś przestał być moim lekarzem, a zaczął być przyjacielem, prawda?
- Prawda. - usłyszała, ale już przy swoim uchu, kiedy to odstawiając jej herbatę, klęczał przy fotelu i tulił ją do siebie. - Przykro mi, że musiałaś to usłyszeć. Nie tak to wszystko miało wyglądać.
A ona tylko mogła kiwać głową, pozwalając by łzy moczyły jedną z jej ulubionych koszulek. Bywało, że odpowiadała coś krótko, ale najbardziej z tego wszystkiego, próbowała przystosować się w krótkiej chwili do nowej sytuacji w jej życiu. Od teraz miała 365 dni, a może i mniej, by żyć. Żyć a przy okazji wciąż słyszeć niesłyszalne.

***
Odważyłam się zacząć tą historię. Na pewno nie będzie idealna, ani też taka, jaka była w planach w pierwszym momencie, bo to zawsze zmienia się w trakcie opowieści. W każdym razie mam nadzieję, że jakoś to będzie.
Dziękuję czytelniku, że właśnie tutaj jesteś! Dla Twojej informacji, posty będą pojawiać się co tydzień, także następny już 19.08.2015. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Pozdrawiam Cię serdecznie.
A tak właściwie jestem W., i niech tak zostanie. Bo chyba krócej się już nie da, prawda?

4 komentarze:

  1. No witaj, W! :) Pojedyncze literki są w moim guście, o czym chyba zdążyłaś się już przekonać ;D No więc tak - na razie poza tym, że w powietrzu wisi tragedia, a w tle mamy romantyczne Włochy (które, baj dy łej - również uwielbiam! Moja nauka włoskiego wygląda na razie raczej średnio - ale przyrzekam poprawę) - nie wiem kompletnie nic :D Z drugiej strony Vittoria nie może przegrać - imię zobowiązuje ;) Nie powinnam tego pisać, ale ograniczony czas życia Twojej bohaterki będzie pewnie impulsem do podejmowania przez nią spontanicznych działań, więc mogę się chyba spodziewać totalnej abstrakcji, prawda? :) Matteo Piano wygląda na całkiem odjechaną, wesołą osobę, a skoro ma się zakochać, to przypuszczam że odwróci życie bohaterki do góry nogami (o ile mu na to pozwoli). Co do Beretty poczekam, aż chociaż w pewnym stopniu poznam tutaj jego rolę - będzie swatem? :) Jak widać i ja, gdy jest ku temu okazji, lubię długie komentarze :D
    Dodaję i czekam do środy :)
    PS. Jeśli kochasz włoskie klimaty, gwarantuję, że za jakiś czas i u mnie znajdzie się coś w tym guście. "Buongiorno Italia, gli spaghetti al dentee" <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Do nauki podejdź spokojnie ;) Ja też mam pewne przerwy, później muszę się dobrze wsłuchiwać a i tak nie za bardzo rozumiem o czym tak rozprawiają. Wtedy się z nich podśmiewam i popędzam, żeby jeszcze szybciej rozmawiali, no bo przecież taka zwykła Polka jak ja wcale nie chciałaby ich zrozumieć :D
    Nic nie zdradzam, mam nadzieję jednak, że nie zawiodę ;)
    Włoskie klimaty u Ciebie? No jak nie będę pierwsza to będzie kiepsko! Już wydaje mi się, że będzie to coś ekstra! Czekam więc ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju, jakie to smutne ;( Zwykle nie kontynuuję czytania smutnie zaczynających się opowiadań. Będę szczera i odważę sie napisać, że właściwie chciałam podesłać ci swój link z nadzieją że wejdziesz i stąd zniknąć. Zobaczyłam- prolog. Myśle " ok, przeczytam". I teraz nie żałuje ! Mimo, że wydarzenia nie zapowiadając się optymistycznie to coś nie pozwala mi zostawić tej historii ;)
    Całuję
    Iluzjonistka ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też uwielbiam Włochy, więc melduję swoją obecność o/ Nawiasem mówiąc, moja nauka włoskiego wygląda o wiele gorzej niż koleżanki powyżej (no dobra, nie ukrywam, mój włoski ogranicza się do kilku sformułowań). A poza tym jest Matteo i Luca, więc ja też muszę być.
    Ciekawie nam się to wszystko zapowiada. Mamy umierającą bohaterkę, której pozostał zaledwie rok życia oraz lekarza i jednocześnie przyjaciela. Myślę, że będzie mogła liczyć na niego w ciężkich chwilach. Zapewne zrobi on wszystko, aby te 365 dni były najlepszym, co mogło ją w życiu spotkać.
    Ciekawią mnie ci wszyscy bohaterowie. Poznaliśmy już Vittorię i Jakuba, ale co z resztą? Ze smutkiem muszę stwierdzić, że Luca chyba nie odegra w tym opowiadaniu znaczącej roli (ale przynajmniej będzie, co bardzo mnie cieszy!). Może to Matteo będzie towarzyszył jej w drodze do śmierci (jak to okropnie zabrzmiało ;/)? Poza moimi ulubieńcami bardzo zaintrygowały mnie dwie postacie: Julia i Giulio. Będę ze zniecierpliwieniem i zaciekawieniem wyczekiwać ich pojawienia się :D
    Zatem czekam do środy.
    Pozdrawiam gorąco :*
    PS. Mój blog chyba świruje. Nie jesteś jedyną osobą, której zjadło komentarz, z czego jest mi niezmiernie przykro :/ Raczej nie jest to winą dodania linku.

    OdpowiedzUsuń